poniedziałek, 3 września 2018

Zywot Emiliusza



1. Większość historyków zgadza się, że dom Emiliuszy był patrycjuszowskim i jednym z najstarszych w Rzymie. Pierwszym i tym, który dał rodowi swoje imię, był Mamerkos, syn Pitagorasa, nazwany Emilios z powodu łagodności i wdzięku swojej mowy. Tak uważają ci, którzy przypisują Pitagorasowi kształcenie króla Numy. Wszyscy z tego rodu, którzy stali się sławni, zawdzięczali sukces umiłowaniu cnoty. Nawet nieszczęsny pod Kannami Lucjusz Paulus, błyszczał mądrością i odwagą. Nie mógł przekonać swojego kolegi, by nie ryzykować walki, ale nie wziął udziału w ucieczce Warona. I tak gdy ten, który spowodował nieszczęście opuścił pole bitwy, Lucjusz Paulus trwał na stanowisku i zginął z bronią w ręku. Zostawił córkę, Emilię, którą poślubił Scypion Wielki, i syna Emiliusza Paulusa – to tego życie opisuję.
 Urodzony w 227, Emiliusz Paulus osiągnął pełnoletniość w czasie kiedy rozkwitły osobowości najwybitniejsze dzięki ich cnotom i sławie. Zabłysnął, mimo, że nie przyswoił sobie upodobań innych młodych ludzi z wielkich rodów i podążał inną drogą. Wcale nie kształcił się w mowie sądowej, a nawet zabronił sobie gestów żarliwości i zapału, dzięki którym zyskuje sie zazwyczaj przychylność ludu i wkrada się w jego łaski. Takich jak pozdrawianie obywateli po imieniu, branie ich pod rękę przy przechadzaniu się ulicą czy obcałowywanie. Nie dlatego,że mu brakowało czegoś do osiągnięcia sukcesu tą czy inna drogą, ale wolał od tych pospolitych sposobów, chwałę, która była owocem wartości, sprawiedliwości i zaufania, czyli zalet, w których szybko prześcignął przedstawicieli swojego pokolenia.
2. Pierwszą funkcją o jaką się ubiegał był edylat
 (kurulny, 193), i osiągnął go pokonując dwunastu wspólzawodników, którzy wszyscy, jak przekazuje tradycja, osiągnęli później konsulat. Wybrany augurem, tzn. jednym z tych kapłanów którzy są w Rzymie specjalistami od wróżenia z lotów ptaków i znaków na niebie, tak bardzo zaangażował się w badanie zwyczajów ludowych i tak dobrze poznał ceremonie religijne, oglądane od najmłodszego wieku, że kapłaństwo, w którym widziano tylko honor i pożądano tylko dla prestiżu, stało się dzięki jego staraniom jedną ze sztuk najbardziej cenionych. I przykładem dla potwierdzenia poglądu tych filozofów, którzy zdefiniowali religię jako naukę o służbie bogom. Wkładał w wykonywanie swojej powinności tyleż wprawy co gorliwości. Cały oddawał się obowiązkowi, zawsze bez roztargnienia, zaniedbania, nowinek. Spierał się z kolegami o najdrobniejszy mankament, o najmniejszy detal. Mówi się , że bogowie są wielkoduszni i wybaczają nasze niedociągniecia. Wy wierzycie w to i ja pragnę tego. Ale szczególnie dla państwa, może się to okazać zgubne. To nie od wielkiej zbrodni zaczyna sie upadek państwa, ale ponieważ ci którzy gardza dokładnością w małych sprawach, wkrótce potem zaniedbują spraw bardziej ważnych. Ta sama surową postawę prezentował w studiowaniu dawnych zwyczajów wojskowych i przestrzeganiu dyscypliny. Nigdy nie schlebiał żołnierzom, nie wykorzystywał, jak niemal wszyscy inni, jednego dowództwa do kupienia następnego, starając się przypodobać oddziałom przez zbytnia łagodność, ale niczym kapłan zobowiązany wtajemniczyć w straszne obrzędy, tłumaczył pokolei reguły służby wojskowej i się okazywał bezlitosny dla winnych nieposłuszeństwa i niezdyscyplinowania. Jego dewizą było Zwycięstwo nad nieprzyjacielem, jest tylko środkiem aby wychować dobrych obywateli. I to dzięki tej postawie jego ojczyzna zawdzięcza tyle sukcesów.
3. Kiedy Rzymianie wypowiedzieli wojnę 
w 192 Antiochowi i najbardziej doświadczeni dowódcy zostali wysłani przeciw niemu, wybuchła nowa wojna na Zachodzie. Cała Hiszpania się zbuntowała w 190  i Emiliusz Paulus pośpieszył tam jako pretor. Zamiast 6 liktorów, jak zazwyczaj pretorowi, towarzyszyło mu 12, czyli miał w tej misji atrybuty konsularne. Zwyciężył w dwóch bitwach, zabijając około 30 tys. przeciwników (Luzytanów). Ten sukces był dowodem geniuszu dowódcy, który wybrał korzystne pole do bitwy i przeprawiając się przez rzekę, ofiarował swoim oddziałom łatwe zwycięstwo. 250 miast poddało się i otworzyło przed nim swoje bramy. Uspokoił prowincję, zapewnił jej wiernośc i powrócił do Rzymu nie powiększywszy swojego majątku nawet o drachmę podczas tej kampani. Zawsze mało dbał o swoje interesy. Nie oszczędzał i łatwo wydawał mimo, że jego majątek był tak skromny, że po jego śmierci ledwie wystarczyło na spłacenie posagu jego żony.
4. Pierwszą jego żoną była Papiria, córka byłego konsula
 (231), Papiriusza Mazona. Po wielu latach wspólnego życia odprawił ją, mimo że dała mu dzieci wybitne, gdyż z nią miał sławnego Scypiona i Fabiusza Maksymusa. Przyczyna rozwodu nie dotarła do nas, lecz w tej sprawie, nic nie wydaje mi się bardziej prawdziwe niz słowa pewnego Rzymianina, który odrzucił swoja żonę. Przyjaciele mu czynili wymówki, czyż nie jest mądra? czyż nie jest piękna? czyż nie jest płodna? Rzymianin podniósł stopę, pokazał sandał i powiedział czyż nie ma eleganckiego kształtu?, czyż nie jest nowy? A mimo to żaden z was nie może wiedzieć gdzie mnie rani. Rzeczywiście, o ile ciężkie przewinienia z hukiem prowadzą do rozwodów, to przecież częściej, lżejsze problemy, ale częstsze, skutek niechęci lub niezgodności charakterów, nie znane publicznie, tworzą w domostwie przeciwności nie do pokonania. Emiliusz Paulus po separacji z Papiria, poślubil inną kobietę z która miał 2 synów, których zachował przy sobie. Dwaj z pierwszego małżeństwa przeszli przez adopcję do najmożniejszych i najsławniejszych rodzin. Najstarszy do domu Fabiusza Maksymusa, pięciokrotnego konsula, drugi został adoptowany przez syna Scypiona Afrykańskiego, swojego krewnego (żoną Scypiona Afrykańkiego była siostra Emiliusza Paulusa) i przybrał nazwisko Scypion. Spośród dwóch córek Emiliusza Paulusa jedna poślubiła syna Katona, druga Eliusza Tuberona, człowieka wielkiej dobroci, który spośród wszystkich Rzymian najlepiej znosił ubóstwo. Było ich 16 z jednej rodziny i jednego nazwiska: Eliusz. Mieli dla siebie tylko jeden dom w Rzymie i jedną skromną posiadłość na wsi, i zamieszkiwali je wszyscy wraz z licznymi dziećmi i żonami. Tam też przebywała córka Emiliusza Paulusa, dwukrotnego konsula i dwukrotnego triumfatora i daleka od czerwienienia się z powodu ubóstwa swojego męża, podziwiała jego zalety, które uczyniły go biednym. Dzisiaj bracia i krewni, o ile nie mieszkają w odległych krajach, to choć granice ich posiadłości wyznaczają rzeki i mury, i oddzielają je rozległe przestrzenie, pozostają w niezgodzie. Oto przykłady, które historia daje do przemyślenia i podziwiania tym, którzy chcą korzystać z jej wskazań.
5. Emiliusz Paulus, wybrany konsulem 
(182), wyruszył na wojne przeciw Ligurom, mieszkającym u podnóża Alp, przez niektórych nazywanych Ligustynami. Był to naród dumny i waleczny, który dzięki sąsiedztwu z Rzymianami nauczył się taktyki. Zamieszkiwali na wprost Afryki, na tych krańcach Italii, które sięgają Alp i te regiony Alpy, które sa otoczone przez Morze Tyrreńskie. Są przemieszani z Galami i nadmorskimi Iberami. W tamtych czasach zajmowali się korsarstwem. Na statkach pirackich, rabowali i niszczyli handel. Zapuszczali sie aż po Słupy Heraklesa (Gibraltar). Kiedy Emiliusz Paulus wkroczył do ich kraju, mieli pod bronią 40 tys. ludzi. On, który miał wszystkiego 8 tys. ludzi zaatakował pięciokrotnie liczniejszego przeciwnika, zmusił go do ucieczki i zamknięcia sie w murach. Zaofiarował Ligurom łagodne i humanitarne warunki, gdyż Rzymianie nie chcieli niszczyć całkowicie ludu, który był jakby barierą i szańcem przeciw ruchom Galów, którzy wciąż nie przestawali zagrażać Italii. Ligurowie zdali się na łaskę Emiliusza Paulusa, przekazali swoje okręty i miasta. Zwrócił im miasta nie wyrządzając żadnego zła, oprócz zniszczenia murów, ale zatrzymał wszystkie okręty i nie zostawił im nawet jednej barki, która miałaby  więcej niż trzy rzędy wioślarzy. Uwolnił wielką liczbę jeńców, których zagarnęli tak na ziemii, jak na morzu, tak Rzymian, jak i cudzoziemców. Takie były najsławniejsze czyny jego pierwszego konsulatu. Wielokrotnie pokazał w następnych latach, że pragnął następnego. Kandydował, ale został odrzucony. Po tym niepowodzeniu wycofał sie z życia publicznego, zajmując się tylko obowiązkami kapłańskimi i wychowaniem dzieci. Wychowywał ich w starodawnej dyscyplinie rzymskiej, tak jak był sam wychowany. Kształcił ich z większą troską niz Grecy. Cały czas był przy nich, kiedy brali lekcje, nie tylko od gramatyków, sofistów i retorów, ale również od rzeźbiarzy, malarzy, wybitnych jeźdzców, myśliwych, żołnierzy. Kiedy tylko nie zatrzymywały go obowiązki państwowe, sam uczestniczył w ich nauce i ćwiczeniach, gdyż był tym ze wszystkich Rzymian, który najbardziej lubił swoje dzieci.
6. Wracając do spraw państwowych. Był to czas kiedy Rzymianie toczyli wojnę 
(171- 168)  przeciw Perseuszowi, królowi Macedonii . Byli niezadowoleni ze swoich wodzów. Oskarżali ich, że poprzez swoje niedoświadczenie i tchórzostwo, wydali republikę na pogardę i pośmiewisko. Oraz, że więcej zła doznali od nieprzyjaciela, niż mu zadali. Dopiero co zmuszono Antiocha, zwanego Wielkim, opuścić część Azji i wycofać za góry Taurus. Zamknięty w Syrii, poczytywał za szczęcie, że mógł kupic pokój za 15 tys. talentów (pokój w Apamei 187). Nieco wcześniej, zniszczono w Tessali siły Filipa (197) i wyzwolono Greków z jarzma Macedonii. Wreszcie, ten z którym żaden król, nie mógł sie porównać, ani, jeśli chodzi o odwagę, ani jeśli chodzi, o potęgę, Hannibal, został pokonany (202). Dlatego cięzko było znieść myśl o walce z Perseuszem, jak z równym. Jakby był godnym przyciwnikiem Rzymu ktoś stający na czele niedobitków, ocalałych w klęsce jego ojca, ktoś, kto nie walczył z nimi od tak dawna. Lecz Rzymianie nie wiedzieli, że Filip, poprzez swoja przegraną uczynił armię macedońską silniejszą i bardziej doświadczoną. Wytłumaczę
7. Antygon 
Jednooki, najpotężniejszy z wodzów i następców Aleksandra, uzyskał dla siebie i dla swoich potomków tytuł króla. Miał jednego syna, Demetriusza, który był ojcem Antygona, zwanego Gonatas. Z niego narodził się Demetriusz (II, 239-229), który umarł po dosyć krótkim panowaniu, zostawiając małoletniego syna, Filipa. Najwybitniejsi spośród Macedończyków, obawiając się anarchii, wybrali Antygona, bratanka zmarłego króla za małżonka matki Filipa i powierzyli mu najpierw tytuł – opiekuna, księcia i wodza armii, a później, kiedy poznali jego umiarkowanie i skuteczność w działaniu, -króla. Nazwano go Doson, ponieważ ciągle obiecywał i nigdy nie dotrzymywał obietnic. Po nim królował Filip (V. 221-179), który się wyróżniał od najwcześniejszej młodości spośród najsławniejszych królów. Dał nadzieję, że przywróci Macedoni jej dawna pozycję. Ale został zwyciężony przez Tytusa Flaminusa niedaleko Skotuzy (bardziej znana jako bitwa pod Kynoskefalai, 197). Powalony przez ten cios Fortuny, zdał się na łaskę Rzymian i czuł się szczęśliwy, bądąc zapomnianym przez nich po zapłaceniu skromnego odszkodowania. Później, źle znosząc tą sytuację i czując, że panować tylko dzięki łasce Rzymian, to dobre dla niewolnika zadowalającego się tylko przyjemnościami życia, a nie dla człowieka wielkiego serca i rozumu, nie myślał o niczym innym jak tylko o wojnie i przygotowywał sie do niej z teleż przebiegłości, co tajemnicy. Pozostawił miasta położone na głównych szlakach komunikacyjnych, lub na wybrzeżach morskich, w ich stanie zniszczenia i opuszczenia, żeby nie wzbudzać nieufności, i zgromadził poważne siły w głębi kraju. Wypełniał wnętrza zamków, fortec i miast bronią, pieniędzmi i dobrymi żołnierzami. Ćwiczył ich i przygotowywał wojnę troskliwie skrywając to przez czyimkolwiek wzrokiem. Miał w magazynach w rezerwie broń dla 30 tys. ludzi, 8 mln. medymnów (1 medimnos – ok. 52 litry) zboża w magazynach i tyle pieniędzy w gotówce, że mógłby w razie potrzeby obrony kraju płacić żołd 10 tys. najemników przez 10 lat. Lecz nie miał czasu zacząć cokolwiek. Daleki od wykończenia swych projektów, został pokonany przez żal i desperację, które wywołało odkrycie niesprawiedliwości, jaką popełnił rozkazując zabić swojego syna, Demetriusza, wskutek kłamliwego oskarżenia. Perseusz, syn, który go przeżył, odziedziczył wraz z królestwem jego nienawiść do Rzymian. Ale podłośc i przewrotnośc jego(Perseusza) charakteru uczyniły go niezdolnym dzwigać takie brzemię. Uległy wszelkim żądzom i wadom, zdominowany był przez chciwość. Niektórzy przypuszczają, że nie był wogóle synem Filipa i że żona tego władcy przyjęła zaraz po jego urodzeniu, krawcową z Argos, Gnatheję, która była w rzeczywistości jego matką i która potajemnie podłożyła własnego syna. To, jak sądzę popchnęło go do pozbycia się Demetriusza, ze strachu, żeby rodzina królewska, która miała już legalnego dziedzica, nie odkryła, że inny jest bękartem.
8. Wbrew temu, mimo swojego tchórzostwa i podłości, poważne siły, którymi dysponował, pchnęły go do wojny i podtrzymywały go długo z powodzeniem. Zwyciężał konsulów rzymskich, stawiał czoła potężnym armiom, poknywał liczne floty i zagarniał wiele okrętów. Publiusz Licyniusz jako pierwszy wkroczył do Macedonii 
(171). Perseusz zmusił go do odwrotu w bitwie jazdy, zabił 2,5 tys jego najlepszych żołnierzy i wziął 600 jeńców (bitwa pod Kallinikos). Ponadto, gdy flota rzymska stała na redzie Oreos, zaatakował ją niespodziewanie, zagarnął 20 statków transportowych wraz z ładunkiem, zatopił inne ze zbożem i zdobył 4 pięciorzędowce. Doszło do drugiej bitwy na lądzie(170), odparł konsula Hostyliusza, który próbował przedrzeć się drogą do Elimei, żeby wkroczyć do Macedonii. Pożniej wtargnął niepostrzeżenie do Tessali. Hostyliusz nie odważył się przyjąć bitwy oferowanej przez Perseusza. Na obrzeżąch tej wojny, wyprawił się przecie Dardanom. Nie śpieszył się, żeby pokazać, że nie obawia sie Rzymian. Posiekał na kawałki 10 tys. barbarzyńców i zagarnął wartościowe łupy. Poruszył Galów zamieszkałych nad Dunajem, zwanych też Bastarnami, wojowniczy lud z bardzo dobrą jazdą. Proponował Illyrom, za pośrednictwem Gentiosa, ich króla, wziąć udział w tej wojnie razem z nim. Krążyła nawet pogłoska, że ci wszyscy barbarzyńscy, opłaceni przez niego, mieli najechać Italię, przechodząc przez Galię Niższą wzdłuż Adriatyku.
9. Kiedy dotarły te wieści, Rzymianie postanowili nie przywiązywać wagi do gestów i obietnic kandydatów, a raczej przywołać na stanowisko wodza naczelnego osobę kompetentną, zdolną dokonać wielkich dzieł. Takim był Emiliusz Paulus. Był już posunięty w latach, miał ponad 60 lat, ale nic nie stracił ze swej sprawności fizycznej, Otoczony był zresztą przez zięciów i synów w kwiecie wieku oraz tłum przyjaciół i krewnych bardzo wpływowych. Wszyscy mu radzili ulec woli ludu, który wzywał go do konsulatu. Początkowo okazywał największą niechęć i długo opierał się naciskom i życzeniom tłuszczy; pod pretekstem, że nie jest z stanie dowodzić. Jednak widząc, że każdego dnia ludzie śpieszą pod jego drzwi, i że wzywają go na Forum głośnym wołaniem i wyrzutami , w końcu skapitulował. Możnaby powiedzieć, że jego pojawienie na liście kandydatów, zamiast wzmóc walkę o urząd, zakończyło ją , bo pozwalając obywatelom zejść na Pole Marsowe głosować na siebie, dawał zwyciestwo i szczęśliwe rozstrzygnięcie wojny. Tak wielkie i jednomyślne były nadzieja i entuzjazm. Uczyniono go po raz drugi konsulem
 (168). Lud nie pozwolił, jak zazwyczaj losować prowincje, lecz na miejscuwyznaczono  mu prowadzenie wojny w Macedonii. Opowiada się, że w dniu w którym ogłoszono go wodzem sił rzymskich przeciw Perseuszowi, odprowadzono go z szacunkiem do domu, zastał zapłakaną córkę, Tercję, jeszcze małą dziewczynkę. Pocałował i zapytał o powód smutka. Rzuciła się na szyję i oddając pocałunek powiedziała Nie wiesz więc tato, że nasz Perseusz jest martwy. To był pies, którego chowała. Super, córko. Przyjmuję to jako dobrą wróżbę. Cyceron cytuje to w De la Divination.
10. Było zwyczajem, że świeżo nominowany konsul wstępował na trybunę i wygłaszał mowę do ludu z podziękowaniem i zapewnieniami o wdzięczności. Emiliusz Paulus zwołał zgromadzenie i zwrócił sie do obywateli : »
Ubiegałem się o pierwszy konsulat dla mnie, jako zaszczyt, którego potrzebowałem, drugi przyjmuję, bo to wy potrzebujecie wodza, więc nie mam żadnych zobowiązań wobec was. Jeśli sądzicie, że ktokolwiek inny jest w stanie poprowadzić tę wojnę lepiej niż ja, ustępuje mu dowództwa, ale jeśli mi ufacie, to żadnej kontroli nad moimi decyzjami, ani w czynach, ani w słowach. To czego potrzebuję, to, że wykonuje się bez słowa to co uznam za użyteczne dla sukcesu na wojnie. Kontunujcie kierować wodzami! a okażecie się większym pośmiewiskiem niż  teraz jesteście. Tą mową, utrwalił w umysłach obywateli głęboki respekt dla swojej osoby i dał, jeśli chodzi o przyszłość, wielkie nadzieje. Wszyscy gratulowali sobie pominięcia w głosowaniu pochlebców i wybrania za wodza człowieka szczerego i mądrego. Tak to lud rzymski, aby stać się panem wszystkich ludów i największym pośród nich, sam czynił się niewolnikiem cnoty i honoru.
11. To, że Emiliusz Paulus, po załadowaniu się na okręty miał łatwą żeglugę i szczęśliwa przeprawę, jest moim zdaniem, dziełem Fortuny, która szybko i bezpecznie dostarczyła go na teren. Mimo to sądzę, ze swoje sukcesy w tej wyprawie zawdzięczał on swojej nieustraszonej odwadze, mądrości swoich planów, żarliwości z jaką jego przyjaciele go wspomagali, jego wytrwałości w chwilach trudnych, w końcu umiejętności wyboru rozwiązań odpowiednich do okoliczności, a nie szczęściu, co możnaby powiedzieć o wielu innych wodzach. Chyba, że uzna się za objaw emiliuszowego szczęścia skąpstwo Perseusza, który przez tą podłą wadę obalił i zniszczył chwalebne i wielkie nadzieje, pokładane przez Macedończyków w tej wojnie. Przybyło do Perseusza , na jego prośbę, 10 tys. jeźdźców Bastarnów i tyleż, walczących u ich boku piechurów. Wszyscy byli najemnikami, nie potrafiązymi żyć ani z uprawy roli, ani z żeglowania, ani z pasterstwa, ani żadnego innego zajęcia poza nieustanną wojną i zwyciężaniem przeciwników. Przybywszy do Medyki, obozowali wraz z oddziałami króla. Macedończycy, zachwyceni ich wzrostem, wielką wprawą w posługiwaniu się bronią, dumą i butą wobec nieprzyjaciół, poczuli się bardziej ufni i przekonani, że Rzymianie, nie tylko nie oprą im się, ale wręcz się uciekną przestraszeni samym widokiem ruchów tych wspaniałych i dziwnych ludzi. Perseuszowi udało się w ten sposób rozpalić odwagę żołnierzy i wypełnić ich serca nadzieją, ale kiedy zażadali 10 tys. drachm dla każdego z wodzów, był tak oszołomiany tą sumą astronomiczną, że stracił zmysły. Dał się pokierować skąpstwu i odrzucił ofertę. Możnaby powiedzieć, że to nie król, który toczy wojnę z Rzymianami, ale ekonom, który pracuje dla nich i jest zobąwiązany przedstawić im rachunki z wydatków na wojnę. A przecież Rzymianie dali mu przykład, gdyż nie licząc wszystkich innych przygotowań, zebrali 100 tys. ludzi gotowych działać w razie potrzeby. Natomiast Perseusz, przecistawiając się tak olbrzymiej armii i bedąc zmuszonym toczyć wojnę rozrzutnie finansowaną przez przeciwnika, liczył swoje złoto, zapisując każdą sztukę i bojąc się ją ruszyć jakby należała do kogoś innego. I nie czynił tego potomek Lidyjczyków czy Fenicjan, ale ktoś, kto uważał się za dziedzica krwi i chwały Aleksandra i Filipa, dwóch ludzi, którzy podbili świat stosując zasadę, że należy nabywać władzę dzięki pięniądzom, a nie pieniądze dzięki władzy. Można powiedzieć, że to nie Filip zdobywał miasta greckie, a złoto Filipa. Aleksander wyruszając na wyprawę przeciw Indiom, widząc, że Macedończycy z trudem ciągną za sobą ciężkie i kłopotliwe łupy, zdobyte na Persach, pierwszy podpalił 
swój zdobyczny wóz królewski i zobowiązał innych zrobić to samo i wyryszyć na wojne lżejszymi i jakby wyzwolonymi. Perseusz, odwrotnie, pokrywał siebie, swoją rodzinę i swoje królestwo złotem, nie chciał kupić swojego ocalenia za skromną sumę. W końcu ten bogacz, wiedziony jako jeniec z wielką fortuną obok, wolał zaprezentować oczom Rzymian wszystko, co jego skąpstwo ocaliło dla nich .
12. Bastarnowie nie byli jedynymi, którym kazał odejść, oszukawszy ich. Również Gentiosa z Illyrii zmusił do rozpoczęcia wojny, obiecując 300 talentów. Przeliczył pieniądze w obecności wysłanników Gentiosa, którzy opieczętowali torby swoimi znakami. Więc Gentios, będąc pewnym, że otrzyma żądane pieniądze, dokonał strasznej zdrady. Rozkazał uwięzić i posłów wysłanych do niego przez Rzymian. Perseusz uznał, ze nie musi płacić, żeby Gentiosa zachęcić do wojny, bo zerwanie pokoju w sposób tak niegodny, zobowiązuje go wystarczająco. Pozbawił więc nieszczęśnika jego 300 talentów, i nieczuł się do niczego zobowiązny, gdy nieco poźniej, pretor Lucjusz Anicjusz przybył z armią do królestwa Gentiosa i niczym ptaszki z gniazda wybierał jego, jego żonę i dzieci. Stanąwszy naprzeciw takiego przeciwnika, Emiliusz Paulus gardził nim, ale doceniał jego przygotowania i siły. Perseusz miał 4 tys. jazdy, a falanga liczyła co najmniej 40 tys. piechurów. Zajął pozycję blisko morza, u stóp Olimpu, niedostępną z żadnej strony i wzmocnił murami i palisadami. Czuł się tam całkowicie bezpieczny i miał nadzieję, że czas i koszta wyczerpią Emiliusza. Lecz ten, był pełen energii i gotów zaakceptować odważne pomysły i próby rozwiązań. Gdy widział żołnierzy wyrwanych z poprzedniej bezczynności, wyrażających niezadowolenie, krytykujących polecenia Emiliusza Paulusa, z którch wiele wydawało im się bezcelowe, skierował do nich surowe napomnienia: 
Nie martwcie się tym ,czym nie powinniście. Macie tylko jedną rzecz do zrobienia: trzymać w gotowości wasze osoby i broń i posługiwać się mieczami jak Rzymianie, kiedy konsul stworzy wam okazję ku temu. Zarządził, że straże nocne mają czuwać bez oszczepów, żeby zdwoiły czujność i tym silniej zwalczały senność, wiedząc, że nie są w stanie obronić się w razie ataku wroga.
13. Żołnierze cierpieli najbardziej z powodu braku wody pitnej, gdyż było
niewiele źródeł wzdłuż brzegu morskiego, sączących słonawą wodę. Emiliusz Paulus widząc wielką górę pełną drzew, domyślił się po « bardzo zielonym » wyglądzie lasu, obecności wartstwy wód podziemnych. Dostał się do niej kopiąc na dole wiele dziur i studni. Szybko wypełniły się czystą wodą, która z miejsc gdzie była pod ciśnieniem szybko płynęła wydrążonymi kanałami…….
14. Jeśli chodzi o Emiliusza Paulusa, to tkwił kilka dni w bezruchu, Mówią, że nigdy nie zdarzyło się tyle spokoju między dwoma armiami tak potężnymi i tak blisko położonymi koło siebie. Dzięki poszukiwaniom i próbom dowiedział się, że jest jedno przejście niestrzeżone, które prowadzi przez Perrajbię do Pythion i Petry. Poddał sprawę dyskusji. Jako pierwszy wśród obecnych oficerów, Scypion Nazyka, zięć Scypiona Afrykańskiego, który dlatego posiadał duży autorytet w senacie, obiecał stanąc na czele oddziału okrążającego. Po nim, Fabiusz Maksymus, najstarszy syn Emiliusza Paulusa, bardzo młody jeszcze człowiek, podniósł się pełen zapału. Emiliusz Paulus zadowolony, dał im mniej żołnierzy niż to napisał Polibiusz, a dokładnie liczbę przedstawianą przez samego Nazykę w liście relacjonującym te wydarzenia skierowanym do jakiegoś króla 
(prawdopodobnie Massynissy). Italików z oddziałów pomocniczych było 3 tys. Skrzydło lewe składało się z 5 tys. ludzi, do których Nazyka dołączył 120 jeźdźców i 200 Kreteńczyków albo Traków, z oddziałó przysłanych przez Harpalosa. Wyprawa wyruszyła drogą morską i przybiła koło Heraklei, jakby chodziło o załadowanie się na okręty w celu dostania się morzem na terytorium nieprzyjaciela. Lecz po nakarmieniu żołnierzy, w nocy, wyjawił oficerom prawdziwe zamiary, po czym poprowadził ich w kierunku przeciwnym do morza, aż do murów Pythion, gdzie wstrzymał marsz. Góra Olimp, w tej okolicy ma ponad 10 stadiów wysokości, jak to zaznacza inskrypcja wykonana, przez tego, który to zmierzył: Szczyt Olimpu, gdzi czy to Pytia czy Appolon jest czczony, ma poziom (miara wzięta pionowo) 10 pełnych stadiów, a ponadto 1 plethron (100 stóp) bez 4 stóp Ten, który to wyliczył tą wysokość, to syn Eumelosa, Ksenagoras. Bądź pozdrowiony, Książę, i niech twoja łaska nam towarzyszy. Mimo to , geometrzy mówią, że nie istnieje góra wyższa, ani morzę głębsze niż 10 stadiów. Ale wydaje się, że Ksenagoras mierzył  nie tylko spojrzeniem, korzystał z metody naukowej i odpowiednich narzędzi.
15. W tym miejscu 
(Pythion) Nazyka spędził resztę nocy. Perseusz widząc Emiliusza Paulusa w bezruchu, nie domyślał się, co tamten czyni. Lecz dezerter kreteński, wymkąwszy się podczas drogi, powiadomił go o marszu Rzymian. Choć wstrząśnięty, nie zwinął obozu, a jedynie powierzył Milonowi 10 tys. najemników zagranicznych i 2 tys. Macedończyków, z poleceniem, aby szybko zajęli przejścia górskie. Polibiusz, pisze, że Rzymianie spadli na nich, gdy ci jeszcze spali. Z kolei Nazyka, przeciwnie, że doszło do zaciętej walki w górach i jego oddział znajdował się w niebezpieczeństwie. On sam zaatakowany przez żołdaka trackiego, uderzył go oszczepem w pierś, odwracając Śmierć. W końcu nieprzyjaciele zostali zmuszeni do odwrotu, a Milon uciekł haniebnie, bez broni, w samej tunice. Rzymianie ścigali ich bez żadnego już ryzyka i zeszli na równinę. Niespodziewany powrót uciekinierów spowodował, że Perseusz ze wstydem zwinął obóz i wycofał swoje oddziały. Tak był przestraszony i zawiedziony w swoich oczekiwaniach. Musiał albo zatrzymać się przed Pydną i podjąć ryzyko bitwy, albo rozdzielając oddziały po miastach, zgodzić się przyjąć w sercu kraju wojnę, która wkroczywszy raz, nie mogłaby już z niego wyść inaczej jak poprzez deszcze krwi i stosy martwych. Poza tym jego armia była liczniejsza od wrogiej, jego żołnierze demonstrowali więcej zapału broniąc swych żon i dzieci, pobudzani dodatkowo przez obecność króla, świadka ich czynów, który sam narażał się w pierwszym szeregu. Przyjaciele Perseusza dodawali mu otuchy i odwagi. Założył obóz, wydał dyspozycje do bitwy, zapoznał się z terenem i rozdzielił dowództwa poszczególnych oddziałów z zamiarem zaatakowania Rzymian niezwłocznie. Pole bitwy było równiną odpowiednią dla falangi, która potrzebuje terenu płaskiego i równego, otoczoną wzgórzami, które łacząc się jedne z drugimi, dawały lekkiej piechocie i łucznikom możliwość obejścia przeciwnika. Pośrodku przepływały rzeki Eson i Leukos, niezbyt głebokie o tej porze roku, gdyż działo to się pod koniec lata. Mimo to mogły Rzymianom sprawić pewne trudności w marszu.
16. Emiliusz Paulus po połączeniu się z Nazyką, zszedł prowadząc armię w szyku bitewnym naprzeciw nieprzyjaciela. Lecz kiedy zobaczył jego przygotowanie, zaskoczony jego liczebnością, wstrzymał marsz, aby zastanowić się nad sytuacją. Młodzi oficerowie pełni zapału do walki, odchodzili od swych oddziałów i prosili go, aby nie zwlekać ani chwili. Zwłaszcza Nazyka, któremu powodzenie na Olimpie dodało pewności siebie. Emiliusz Paulus śmiejąc się rzekł mu 
Tak, gdybym był w twoim wieku. Ale liczne zwycięstwa, odniosząc które, mogłem zobaczaczyć się jak się przegrywa, przeszkadzają mi wszcząc bitwę z marszu przeciw zwartej armii, przygotowanej do bitwy. Rozkazał oddziałom maszerującym na czele, widzianym przez przeciwnika robić wrażenie przygotowywania się do walki, a oddziałom z samego tyłu kazał zawrócić i budować obóz. Następnie zawrócił oddziały najbliższe pracujących i tak, po kolei, wszystkie inne, w końcu ustawione do bitwy. nie budząc wątpliwości przeciwnika, wprowadził całą armię do obozu bez żadnego zamieszania. Kiedy noc zapadłą, a żołnierze skończyli jeść i odpoczywali, nagle księżyc, który był w pełni, pociemniał, tracił więcej i coraz to więcej ze swego światła, aż zgasł calkowicie. Gdy Rzymianie, zgodnie ze swoim zwyczajem, wzywali powrotu światła uderzając w naczynia i podnosząc ku niebu zapalone świece i pochodnie, Macedończycy nie robili nic podobnego. Dreszcz strachu zmroził cały obóz. Szeptano, że zjawisko to zapowiada stratę króla. Emiliusz Paulus nie był ignorantem w sprawach astronomii. Słyszał o nieregularnościach powodujących zaćmienia, które w ustalonym czasie, rzucały księżyc , ciągnięty przez ruch okrężny, w strefę cienia rzucanego przez Ziemię, i kryją go do momentu, aż przekroczywszy strefę ciemności rozbłyska na nowo światłem, które zawdzięcza słońcu. Ale skoro w jego życiu wiele miejsca zajmowały znaki wróżebne i był bardzo przywiązany do ofiar i zajmował się wróżbiarstwem, jak tylko księżyc znowu stał się pełny, złożył ofiarę z jedenastu cieląt. O wschodzie (22 czerwca 168) złożył ofiary Herkulesowi. Zabił 20 ofiar bez uzyskania pomyślnego znaku, dopiero 21-a zapowiedziała zwycięstwo jeśli się ograniczy do obrony. Obiecał więc temu bogu hekatombę i igrzyska. Następnie nakazał oficerom ustawić armię do walki. Czekał aż słońce schyli się ku Zachodowi, żeby uniknąc, że żołnierze walcząc rano mieliby je w oczach. W tym czasie odpoczywał w swoim namiocie otwartym ku równinie i obozowi nieprzyjaciół.
17. Pod wieczór Emiliusz Paulus, jak podają niektórzy autorzy, wymyślił podstęp, żeby sprowokować nieprzyjaciół do rozpoczęcia ataku . Rzymianie puścili między swoimi szeregami konia i rzucili się w pogoń za nim, co rozpoczęło starcie.Według innych, transport żywności został zaatakowany przez Traków, dowodzonych przez Aleksandra. Spowodowało to gwałtowną reakcję 700 Ligurów, ale bardzo dużo ludzi przybywało ze wsparciem dla każdej ze stron, co doprowadziło do bitwy. Emiliusz Paulus niczym pilot okrętowy, po ruchach i ekscytacji obydwu stron, przewidział, że przygotowuje się starszny bój, wyszedł ze swojego namiotu i obszedł formacje ciężkiej piechoty dodając ducha. Nazyka udał się na koniu na miejsce potyczki i zobaczył, że niamal wszyscy wrogowie kroczyli z bronią w ręku. Na czele maszerowali Trakowie, których widok, jak potwierdza, przerażał wszystkich. Byli to ludzie wysokiego wzrostu, ich tarcze i nagolenniki  błyszczały bielą. Ubrani w czarne tuniki,wymachiwali ponad prawym ramieniem oszczepami prostymi i ciężkimi. Za Trakami przybywali najemnicy, różnie uzbrojeni, przemieszani z Peonami W końcu trzeci oddział, agemat, elita wojowników wpośrod Macedończyków, ze względu na swe walory i młodość. Błyszczeli pozłacana bronią i purpurowymi płaszczami, całkiem nowymi. Podczas gdy przyjmowali szyk bitewny, Chalkispidzi wychodząc z obwarowań obozowych i wypełnili równinę błyskami żelaza i wspaniałością brązu oraz masą bezładnego krzyku, którym dodawali sobie odwagi. Ci przybyli tak śmiało i tak szybko, że pierwsi martwi padli spośród nich dwa stadiony od obozu rzymskiego.
18. Podczas ataku, Emiliusz Paulus przybył i zobaczył, że Macedończycy z
elitqrnego korpusu już oparli swoje sarissy przeciw tarczom Rzymian, pozbawiając ich możliwości walki mieczem. Równocześnie, inni Macedończycy biorąc w rękę tarcze, które mięli zawieszone na ramieniu, pochyli jednocześnie swoje włócznie i zaprezentowali się wrogowi. Na widok tego niemożliwego do przebicia żywego muru tarcz, ściśniętych jedna przy drugiej i fontu najeżonego włóczniami, Emiliusz Paulus poczuł się uderzony podziwem i obawą. Przyznał, że nie widział nigdy straszniejszego spektaklu i często mówił o wrażeniu jakie ten widok wywarł na nim. Ale chodziło w tym momencie o wsparcie odwagi swoich oddziałów. Przebiegał na koniu szeregi z miną skupioną i uśmiechniętą, bez hełmu i broni. Jeśli chodzi o króla Macedonii, jak pisze Polibiusz, w momencie najzacieklejszej walki, uległ panice i zawróciwszy konia udał się do miasta pod pretekstem złożenia ofiary Heraklesowi. Ten jednak nie przyjmuje pośpiesznych ofiar składanych przez tchórzy i nie spełnia ślubów potępieńców. Czyż sprawiedliwe byłoby gdyby trafiał ten, który nie strzelał, żeby zwyciężał ktoś, kto nawet nie czekał na nieprzyjaciela, żeby niegodziwiec był szczęśliwy. Tak więc bóg nie był głuchy na wołania Emiliusza Paulusa, który prosił o zwycięstwo z bronią w ręku i który walcząc wzywał Herkulesa do pomocy. Pewien Posejdonios z Olbii, który, jak się mówi, żył w tamtych czasach i brał udział w tamtych wydarzeniach, zaświadcza w swoich wielotomowych dziejach Perseusza, że ten władca nie opuścił pola bitwy przez tchórzostwo i że ofiara nie była wcale zwykłym pretekstem. W przeddzień walki, miałby zostać zraniony w nogę przez kopnięcie konia. Wziął udział w walce mimo tej rany, i wysiłków przyjaciół, żeby po zatrzymać. Kazał sobie przyprowadzić osiodłanego konia, dosiadł go i wmieszał się bez tarczy między falangitów. Gdy pociski wszelkiego rodzaju spadały na niego, docięgł go oszczep, cały z żelaza.Nie trafił dobrze, a  tylko prześlizgnął się po lewym boku. To uderzenie rozcięło tunikę i pozostawiło krwawy siniak, którego ślady nosił długo. Takie są usprawiedliwienia Perseusza, przytoczone przez Posejdoniosa.
19 Kiedy Rzymianie atakujący falangę nie potrafili jej rozerwać, Salwiusz, dowódca Pelignów, wziął godło swojej kohorty i cisnął go w środek nieprzyjaciół. Natychmiast Pelignowie rzucili sie w to miejsce, gdyż nie było większej hańby ani zbrodni dla Italików niż utracić swój znak. Zdobywano się tam, po jednej i drugiej stronie, ma wysiłek maksymalny i rzeź był straszna, Rzymianie starali się obcinać swoimi mieczami włócznie nieprzyjaciół i je odpychać tarczami, a nawet łapać rękami i wyrywać. Przeciwnicy, dzierżąc twardo włócznie w obu dłoniach, uderzali atakujących, przebijali ich tarcze i zbroje, niezdolne ochronić, wywracając Pelignów i Marrucynów, którzy rzucali się jak dzikie bestie, niesieni przez ich własny szał, sami rzucając się na włócznie wrzeciwnika i na pewną śmierć. Pierwszy szereg został posiekany w kawałki podczas ataku, druga linia cofnęła się, to nie była ucieszka, ale walcząc cofali się ku górze Olokros. Jak mówi Posejdonios, na ten widok Emiliusz Paulus, rozerwał swa tunikę, zdesperowany tym cofaniem i strachem jaki wśród Rzymian, wzbudzała falanga,która nie ukazywała żadnej szczeliny, a wręcz przeciwnie, przeciwstawiającstawiając nieprzyjacielowi płot włóczni, była niedostępna ze wszystkich stron. Ale nierównośc terenu i wydłużenie frontu, uniemożliwiło utrzymanie tego muru tarcz bez żadnej przerwy. Emiliusz Paulus dostrzegł, że falanga odkrywa się miejscami i tworzy przerwy, jak to zdarza się często w wielkich armiach. Gdzie, poprzez różnice w zapale walczących, linia w jednych miejscach posuwa się do przodu i cofa w innych.Więc udał się do oddziałów, podzielił na małe i rozkazał im rzucać się w przerwy i luki w formacji nieprzyjaciela, wdzierać się wgłąb i wydawać w miejsce walki zorganizowanej, pojedynki jeden na jeden. Emiliusz Paulus wydał te polecenia oficerom, a ci przekazali je swoim ludziom, a ci wślizgiwali się wewnątrz falangi żeby
ją dezorganizować. Atakowali z boku w miejscach słabiej bronionych. Zresztą przerwali ciągłośc falangi, przez manewr okrążenia. Tak, że to co decydowało o sile i skuteczności falangi, zostało rozbite. Walki, kóre nastąpiły to były człowieka z człowiekiem, lub między małymi grupkami. Macedończycy, uderzając sztyletami żelazne tarcze, które chroniły wroga aż do stóp, i mając tylko lekkie tarcze opierali się mieczom Rzymianom, które dzięki cięzarowi i twardości ostrza przebijały wszystkie ochrony żeby dosięgnąć ciała, szybko byli zwyciężani.
20. To tam walczono z największą zaciętością. To tam również Marek, syn Katona i zięć Emiliusza Paulusa, dokonując cudów odwagi, stracił swój miecz. Młody człowiek, wychowany w wszystch zasadach zdrowej dyscypliny, i który miał dostarczyć wspomnianemu ojcu dzięki swoim dokonaniom, dowodów wspomnianych cnót, przekonany, że lepiej umrzeć niż będąc żywym, zostawić zdobycz w ręku przeciwnika, przebiegł pole bitwy opowiadając przyjacielom i towarzyszom swoje nieszczęście i błagając o pomoc. Odział zuchwałych zebrał się na jego wezwanie, skokiem przeszli w poprzek batalionów rzymskich i rzucili się na nieprzyjaciół. Po niewiarygodnym wysiłku i straszliwej rzezi, raniąc wszyscy i będąc ranionymi, wypchnęli wrogów z miejsca bitwy. Bedąc panami terenu wolnego i pustego, rzucili się na poszukiwania miecza. Znaleźli go, choć z wielkim trudem, przykrytego stosami broni i zwłok. Niesieni radością i śpiewając pieśń zwycięstwa, rzucili się z nowym zapałem na tych wrogów, którzy wciąż jeszcze trzymali sie dobrze. Trzy tysiące ludzi agematu utrzymało linię i nie przestając walczyć zostali posiekani w kawałki. Inni uciekali i doszło do tak wielkiej rzezi, że równina i tereny u stóp góry były wypełnione trupami, a wody rzeki Leukos, według opowieści Rzymian, jeszcze nazajutrz barwiły się krwią ludzką. Bo mówi się, że zginęło 25 tys. Macedończyków. Rzymian zostało zabitych 100 według Posejdoniosa, 80 według Nazyki.
21. Los bitwy rozstrzynął się tak szybko jak to było możliwe, gdyż zaczęto walczyć o 9-tej, Rzymianie stali się zwycięzcami przed 10-tą 
(17-tą czasu środkowoeuropejskiego). Resztę dnia poświęcili na pościg, który kontynuowali na przestrzeni 120 stadiów i przerwali dopiero kiedy noc zapadała. Zwycięzcy zostali przyjęci przez giermków, którzy wyszli na ich spotkanie z zapalonymi pochodniami w ręku, i powiedli ich z objawami radości do namiotów ozdobionych bluszczem i laurem. Tylko wódz był ofiarą wielkiego smutku, gdyż z dwóch synów, którzy walczyli w jego armi, nigdzie nie można było odnaleźć młodszego, tego którego kochał najbardziej i w którym widział naturę bardziej szlachetną niż u jego braci. Ten młodzieniec miał porywczego ducha spragnionego chwały, ale  jakikolwiek by nie był, był jeszcze dzieckiem. Ojciec obawiał się, że z braku doświadczenia dał się ponieść i zginął rzucając się na wroga. Jego smutek i przeogromna boleść zostały zauważone przez armię i żołnierze przerwali swój posiłek i rozbiegli się we wszystkie strony z pochodniami, jedni do namiotu Emiliusza Paulusa, inni za wały obozowe, i zaczęli szukać wśród zwłok tych, którzy zginęli w pierwszym szeregu. Ponury smutek zapanował w obozie. Równina rozbrzmiewała wołaniami tych, którzy wzywali Scypiona. Od początku swojej kariery sprawił, że wszyscy go lubili, gdyż posiadał więcej zdolności wojskowych i politycznych niż którykolwiek z młodych ludzi jego czasów. Było juz późno i niemal utracono jakąkolwiek nadzieję, gdy wrócił z pościgu w towarzystwie dwóch czy trzech towarzyszy, cały okryty dymiącą krwią nieprzyjaciół,  jak młody pies myśliwski, który w radości zwycięstwa wypuścił się za daleko. To ten Scypion, który potem wymazał Kartaginę i Numancję i był zdecydowanie najodważniejszy i najpotężniejszy z Rzymian swojego pokolenia. Tak to Los, odkładając na później swoja fakturę za sukcesy Emiliusza Paulusa, chwilowo, pozwolił mu smakować przyjemności zwycięstwa bez żadnego gorzkiego dodatku.
22. Perseusz z Pydny uciekał do Pelli, wraz ze swoją jazdą, niemal nienaruszoną po klęsce. Ale piechurzy z jego straży, oskarżając jeźdźców o tchórzostwo i zdradę, zrzucali ich z koni i bili. Obawiając się tego zamieszania, zjechał z głownej drogi, zdjął purpurę, aby nie zostać rozpoznanym, położył ją przed sobą, wziął diadem w ręce. Później chcąc porozmawiać z przyjaciółmi w marszu, zsiadł z konia, i prowadził go za uzdę. Ale przyjaciele go opuszczali, jeden żeby naprawić sandał, inny wykąpać swojego konia, trzeci szukać czegoś do picia. Zostawali więc z tyłu i po trochu się wymykali. Mniej obawiali się nieprzyjaciela niż okrucieństwa swojego króla, gdyż choć wywołał nieszczęście, to pragnął zrzucić na cały świat odpowiedzialność za swoją klęskę. Przybywszy nocą do Pelli, został przyjęty przez Euktora i Eulesa, swoich skarbników, którzy czy to przez wypominanie mu jego postępków, czy przez szczerość nie na miejscu i swoje rady, wprawili go w szał. Zabił ich po kolei ciosami sztyletu. Nikt więc nie został przy nim oprócz Ewandra z Krety, Archedamosa z Etolii i Boety Neona. Z żołnierzy, towarzyszyli mu Kreteńczycy, nie z powodu przywiązania, lecz przyciągani przez jego bogactwa jak pszczoły przez miód, gdyż ciągnął przeogromne za sobą. I pozwolił im zagarnąć puchary, kratery i inne wazy ze srebra i złota, aż do wartości 50 talentów. Udał się najpierw do Amfipolis, z niego do Galepsus, i skoro już ochłonął trchę ze strachu, popadł w swoją wrodzoną chorobę, skąpstwo. Zalił się do swoich przyjaciół, żałując, że roztrwonił na rzecz Kreteńczyków wazy ze złota, które należały do Aleksandra Wielkiego . Błagał ciągle nowych posiadaczy o zwrot, obiecując rekompensatę w gotówce, Ci, którzy go znali, domyślili sie, że chciał postąpić z Kreteńczykami, jak Kreteńczyk. Ci, którzy mu uwierzyli i oddali mu przedmioty, stracili je i nie dostali ich wartości. Zarobiwszy na swoich przyjacielach 30 talentów, które wkrótce zagarną wrogowie, pożeglował z nimi ku Samotrace i schronił się w świątyni Dioskurów.
23. Macedończycy zawsze uchodzili za kochających swoich królów, ale wtedy, skoro podpora się rozpadła, wszetkie te uczucia zgasły w jednej chwili, zdawali sie na łaskę Emiliusza Paulusa i uczynili go w dwa dni panem całej Macedonii.I to jest jeden fakt, żeby potwierdzić opinię tych, którzy przypisują dokonania Emiliusza Paulusa szcześciu. Ponadto, to co mu sięprzydarzyło po dczas składania ofiary, było równie cudowne. Było to w Amfipolis. Powalał ofiary, kiedy poirun uderzył nagle w ołtarz, zapalił go i spalił. Lecz najbardziej nadzwyczajne, co pokazuje najlepiej boski fawor jest szybkośc rozchodzenia się wiadomości o sukcesie. Trzy dni po klęsce Perseusza pod Pydną, podcza wyścigów konnych w Rzymie pogłoska się nagle rozeszła w pierwszych rzędach widzów, że Emiliusz Paulus zwycięzca Perseusza, podbił całą Macedonię. Wieść krążyła wkrótce po całym ludzie, wybuchła radość, oklaski i aklamacje wypełniły tego dnia całe miasto. Następnie skoro żadny poważny znak nie potrafił dotrzeć do źródła informacji. , że widocznie, wszyscy dowiedzieli się w identyczny sposób, pogłoska się rozpłynęła i ulotniła. Wkrótce potem otrzymano informacje pewne i nastąpiło powszechne zdziwienie z tej przedwczesnej wiadomości, gdyż w kłamstwie była prawda.
24. Cytuje się fakty podobne. Walka Italików nad rzeka Sagra
 (VI w., Krotona kontra Lokry), została ogłoszona tego samego dnia na Peloponezie. Nie wolniej dowiedziano się pod Platejami o bitwie pod Mykale przeciw Persom (479). Kiedy Rzymianie zwycięzyli Tarkwiniuszy, popieranych przez ludy Lacjum (bitwa nad jeziorem Regillus, 496), widziano niemal natychmiast po zdarzeniu pojawiło się dwóch młodzieńców, nadzyczajnej urody i wzrostu. Przybyli z armii i opowiadali co się zdarzyło. Przypuszcza się, że to byli Bliźniacy/Dioskurowie. Pierwszy, który ich spotkał na Forum, kiedy w fontannie odświeżali swoje włosy z potu, świadczy, poprzez swe zdziwieni, że wątpił w zwyięstwo oznajmione tak szybko. Wieć, mówi się, dotknęli łagodnie jego brody i nagle, jak była czarna,, stała się ruda. Ten cud potwierdził prawdę ich doniesień, co dało temu Rzymianinowi imię Ahenobarbus, co znaczy z brodą koloru miedzi/brązu. Zresztą jest w tym co widzieliśmy za naszych dni, coś na podstawie czego można uwierzyć w te wszystkie fakty. Podczas rewolty Antoniusza przeciw Domicjanowi (92 n.e.), w momencie kiedy spodziewano sie groźnej wojny ze strony Germanii, nagle we wzburzonym Rzymie, lud sam z siebie zaczął rozpowszechniać wieść o zwycięstwie. Wiedziano, że Antoniusz został zabity, jego armia całkowicie rozbita i nie ocalał żaden oddział. Ta wiadomość zyskała taką popularność, i powszechną wiarygodność, że niektórzy urzędnicy składali bogom ofiary dziękczynne za zwycięstwo. Ale kiedy szukano pierwszego, który ja głosił, nikogo nie znaleziono. Każdy odsyłał do innego, źródło oddalało się bez końca, aż w końcu rozpłynęło się w tłumie nie zmierzonym jak szerkość morza. A Dominicjan maszerując z armią przeciw Antoniuszowi, po drodze napotkał posłańca z listami, które poinformowały go zwycięstwie. Dzień, kiedy zwyciężono, był tym samym, w którym wiadomość obiegła Rzym, pole bitwy było oddalone o ponad 20 tys. stadiów. Oto fakt, który zna każdy współczesny.
25. W tym czasie Gnejusz Oktawiusz, dowodzący flotą Emiliusza Paulusa, przybiwszy na Samotrakę, przez wzgląd na bogów, nie próbował pogwałcić prawa azylu Perseusza, ale postarał się pozbawić go możliwości załadowania się na okręt i ucieczki. Mimo to, Perseusz zdołał potajemnie pozyskać pewnego Kreteńczyka, imieniem Oroandes, który posiadał mały statek i umówił się, że ten przyjmie na pokład jego samego i jego bogactwa. Oroandes zachował się względem niego po kreteńsku, korzystając z ciemności załadował wszystko co Perseusz miał cennego i polecił mu udać siępośrodku nocy do innego portu w pobliżu przylądka Demeter, wraz ze swoimi dziećmi i służącymi, bez którym nie mógł się obyć, ale sam wieczorem podniósł żagle. Dla Perseusza, jego dzieci i jego żona, nieprzyzwyczajonych do wysiłku zejsćie przez wąskie okienko było straszną torturą. Lecz jakiż jęk bólu wydał, kiedy bładzącemu na plaży, ktoś napotkany powiedział, że widział Oroandesa, żeglującego po pełnym morzu. Dzień się zaczynał, wszelka nadzieja przepadła. Rzucił się do ucieczki z powrotem w stronę długiego muru z którego dopiero co zszedł. Zobaczono go tym razem, ale zdążył dopaść do miejsca swojego schronienia, zanim go Rzymianie mogliby dosięgnąć. Jeśli chodzi o dzieci, to sam je powierzył Jonowi. Jon był kiedyś faworytem Perseusza, ale wtedy go zdradził, I to z jego powodu poddał się, niczym dzikie zwierzę, której porwano małe, na łaskę tych którzy mieli w rękach jego dzieci. Miał olbrzymie zaufanie do Nazyki, i to o niego pytał, ale Nazyki nie było we flocie. Perseusz, ponarzekawszy na swoje nieszczęscie, zadumał się nad brakiem wyboru, do czego został doprowadzony i oddał się władzy Oktawiusza. Przy tej okazji okazało się, że posiadał wadę jeszcze gorsza niz miłość do pieniędzy – przywiązanie do życia. Pozbawił się przez to jedynego dobra, którego Los nie zabiera nieszczęsnikom – współczucia. Poprosił o zaprowadzenie go do Emiliusza Paulusa. Ten, sądząc, że ma do czynienia z wielkim człowiekiem, którego upadek był tylko i wyłącznie kwestią woli Losu, wyszedł z namiotu z oczami zalanymi łzami, i szedł mu na spotkanie w towarzystwie swoich przyjaciół. A Perseusz, przeciwnie, wydał poniżające przedstawienie, rozciągnął sie twarzą do ziemii i całował kolana Emiliusza Paulusa. Wyrzekł słowa tak haniebne i zszedł do błagań tak niskich, że Emiliusz Paulus nie mógł ich ani znieść, ani zrozumieć.
 Nieszczęśniku –powiedział rzucając na króla spojrzenie pełne smutku i oburzenia dlaczego tłumaczysz Los z największym wyrzutem jaki możesz. Dlaczego udawadniasz przez swoją postawę, że zasłużyłeś na swoje obecne nieszczęścia i nie zasługiwałeś na minioną świetność. Dlaczego obniżasz wagę mojego zwycięstwa i umniejszasz chwałę sukcesu, okazując się człowiekiem tak małego serca i tak mało godnym przeciwnikiem Rzymu. Szlachetność u nieszczęśników zdobywa im duży szacunek, nawet jeśli są wrogami. Tchórzostwo, nawet jeśli daje powodzenie jest dla Rzymian tylko przedmiotem głębokiej pogardy.
26. Mimo to podniósł go i uścisnął mu rękę. Następnie przekazał go Tuberonowi. Kiedy do jego namiotu przybyły jego dzieci, zięciowie i przyjaciele, długo pozostał milczący, jakby zagubiony w swoich myślach, co ich bardzo zdziwiło. W końcu przerwał i milczenie i zaczął mówić o niestałości Losu i zmienności losów ludzkich. Czy to dobrze, gdy jest się tylko człowiekiem, popadać w pychę w teraźniejszym powodzeniu, przechwalać się podbojem jakiegoś ludu, miasta czy królestwa. Czy nie powinniśmy się raczej zastanowić, nad niestałością Losu, nad tym przykładem tak uderzającym słabości ludzkiej, która pokazuje się oczom człowieka wojny, aby skłonić do nieoglądania niczego jako stałego i trwałego. Przez jaki okres czas możemy czuć się bezpieczni, jeśli nawet moment zwycięstwa służy do trzymania nas lepiej na baczności wobec kaprysów przypadku i jeśli ruchy koła przeznaczenia, które nosi z każdym ruchem swoje fawory raz na tą , to na tamtą stronę, dają nam tak słuszne powody do nieufności. Kiedy dom tegoż Aleksandra, który został wyniesiony na tak wysoki stopień potęgi, i który podbił tak wielkie imperium, wy rzuciliście pod stopy w jedną godzinę. Kiedy ci królów, którzy otaczali się niedawno tyloma tysiącami piechoty i jazdą tak liczną, widzicie zredukowanych do przyjmowania dziennej racji żywnościowej z rąk swoich wrogów. Wierzycie, że istnieje na świecie powodzenie naprawde trwałe i oporne na próbę czasu? Wy, młodzi, nie pozwólcie, żeby was obaliła prózna pycha i arogancja, zrodzona z tego zwycięstwa, żeby was poniżyć i rzucić na kolana wobec przyszłości, czychającej ciągle na moment, w którym bóstwo odbierze swoją zapłatę za obecny sukces. Emiliusz Paulus rozwijał, mówia, długo tą myśl, poźniej odesłał młodych ludzi, słusznie ostrzeżonych przez tą wypowiedź, która na podobieństwo hamulca, zmniejszała ich pychę i butę.
27. Emiliusz Paulus rozesłał swoja armię na leża zimowe, a sam udał się zwiedzać Grecję i skorzystać z odpoczynku, równocześniedając odpocząc ciału i sycąc ducha. Wszędzie na swej drodze, uwalniał ludy, przekształcał rządy, rozdawał miastom czy to zboże, czy oliwę, wzięte z magazynów królewskich. Widząc w Delfach prostokątną kolumnę z białego kamienia, na której miała stanąć złoty posąg Perseusza, kazał postawić swój. Powiedział 
Pokonani powinni ustąpić miejsca zwycięzcom. W Olimpii wypowiedział, podobno, to zdanie, tak często odtąd powtarzane Fidiasz wyrzeźbił Zeusa homerowego. Wraz z przybyciem 10 komisarzy przysłanych z Rzymu, oddał Macedończykom ich ziemie, ogłosił ich miasta wolnymi, i pozwolił im sie rządzić własnymi prawami. Nałożył tylko 100 talentów rocznego trybutu, to była tylko połowa tego co płacili swoim królom. Wydał igrzyska dla uczczenia bogów i złożył ofiary. Towarzyszyły im zabawy i uczty. Skarby króla dostarczyły środków na te świętowania, to sam Emiliusz Paulus troszczył się o porządek, wyznaczenie miejsc, przyznanie ich stosownie to zasług i tytułow, odpowiednie przywitanie uczestników. Okazał tyle obycia, tyle uwagi i dokładności, że Grecy uwielbiali widzieć jak rozstrzyga sprawy, z pilną troską, a czasem z rozbawieniem. Człowiek obarczony tak poważnymi sprawami, zachował, róznież w najmniejszych, wielki umyśł. On sam z przyjemnością uczestniczył w tych imprezach, gdzie wśód przygotowanych wspaniałóści, sam był największą atrakcją. Mówił tym, którzy podziwiali dobry smak jego dyspozycji Trzeba mawiał takiej samej inteligencji, żeby ustawić armię w bitwie co zoorganizować ucztę. Armia musi być groźną dla nieprzyjaciela, uczta przyjemną dla uczestników. Ale ceniono przedewszystkim jego bezinteresownośc i wielkoduszność. Nie chciał nawet zobaczyć ilości złota i srebra, które wypełniały skarbiec króla. Kazał kwestorom przekazać wszystko do skarbu publicznego. Pozwolił tylko swoim synom, którzy kochali literaturę, zabrać książki króla. Przyznając nagrody za odwagę, tym, którzy odznaczyli się w bitwie, swojemu zięciowi, Eliuszowi Tuberonowi, dał tylko srebrny puchar ważący 5 funtów(5*327g= ok 1,6 kg). To był ten Tuberon, który jak powiedziałem, żył ze swoją rodziną, jako szesnasty, na małym kawałku ziemii, z której dochód utrzymywał wszystkich. Mówi sie, że była to pierwsza rzecz ze srebra, jaka znalazła się w domu Eliszów, dzięki cnocie i odwadze. Dotąd oni, ani ich żony, nie widzieli, wśród swoich rzeczy ani srebra, ani złota.
28. Po mądrym uregulowaniu spraw, opuścił Greków i upominał Macedończyków, żeby pamiętali, że to Rzymianom zawdzięczaja swoją wolność, że muszą ją zachować poprzez respekt dla praw i jedność. Następnie udał sie do Epiru z poleceniem Senatu, aby żołnierzom, którzy razem z nim walczyli przeciw Persueuszowi, wydać na rabunek miasta tego kraju. Żeby nie można było domyślić się jego planu i żeby zaskoczyć wszytkich naraz, kazał przybyć dziesięciu najważniejszym obywatelom każdego miasta, i nakazał im, aby określonego dnia znieśli wszystko złoto i srebro jakie mają w swoich domach i świątyniach. Każdego z nich wysłał w towarzystwie oddziału żołnierzy i centuriona, niby do odebrania złota i pomocy. Gdy nastał ustalony dzień, wszystkie te oddziały jednocześnie w tej samej chwilirzuciły się na miasta, łupiąc i zagarniając wszystko. Wystarczyła jedna godzina, żeby uczynić niewolnikami 150 tys. Epirotów i złupić 70 miast. I mimo to, ta odrażająca łupież, to bezlitosne zniszczenie dało nie więcej niż 11 drachm każdemu żołnierzowi. Cały świat drżał z przestrachu widząc zakończenie tej wojny, gdzie, z ruiny całego narodu, wyciągnięto łup tak skromny do podziału i zysk tak mały. 29. Po wykonaniu tych poleceń tak obrzydliwych dla jego łagodności i humanitas, Emiliusz Paulus udał się do miasta Orikos. To tam załadował sie wraz za armią na okręty do Italii.Wpłynął na Tybr szesnastorzędową galerą królewską, ozdobioną zdobytą bronią, z pomieszczeniami w szkarłacie, obłożoną purpurą. Rzymianie tłumnie wyszli mu naprzeciw, i szli rónolegle do okrętu, który płynął powoli. Robiło to wrażenie pochodu triumfalnego i dawało przedsmak uroczystości, które się przygotowywały. Ale żołnierze, którzy rzucili swe chciwe spojrzenia na skarby króla, a którzy nie mieli spodziewanego udziału, od tego rozczarowania, żywili wobec Emiliusza Paulusa skrywaną niechęć. W końcu okazali jednak swoją nieprzychylność. Oskarżali go o sprawowanie dowództwa w sposób twardy i despotyczny i okazali się nieskłonni do wspierania jego zabiegań o przywilej triumfu. Serwiusz Galba, osobisty wróg Emiliusza Paulusa, pod którym służył jako trybun wojskowy, wykorzystał te nastroje żołnierzy, żeby się odważyć powiedzieć publicznie, że nie należy przyznawać mu trimfu. Rozpowiadał wsród tej soldateski tysiące kalumni o wodzu. Z istniejącego fermentu robił kwas niezadowolenia. Później, poprosił trybunów ludowych, o przeniesienie głosowania na następny dzień, twierdząc, że nie będzie miał dosyć czasu, żeby przedstawić oskarżenia, mimo, że pozostało jeszcze kilka godzin. Trybunowie polecili mu przedstawić natychmiast, co ma do powiedzenia i on zac
zął czynić długą przemowę pełną zniewag i kalumni, która pochłonęła reszte dnia. Kiedy noc zapadła, trybunowie zamknęli zgromadzenie. Żołnierze, stali się bardziej zuchwali, zgromadzili się wokół Galby i umówili się: od świtu zajmą jak dzień wcześniej miejsce zgromadzenia. To był Kapitol, który trybunowie wyznaczyli.
30. W szczycie dnia, wezwano lud do głosowania. Pierwsza tribus odmówiła Emiliuszowi Paulusowi triumfu. Wiadomość o tym szybko rozeszła sie wśród reszty ludu i dotarła do Senatu. Kiedy lud, wyrażał boleść nad tą zniewagą wyrządzoną Emiliuszowi Paulusowi nic nie dającym krzykiem,  najbardziej znani senatorowie przekrzykiwali się przeciw niegodziwości faktu i zachęcali się wajemnie do okiełznania arogancji i buty żołnierzy, którzy mogliby się dopuścić wszelkich przestępstwa i przemocy, jeśli nic nie przeszkodziłoby im odebrać Emiliuszowi Paulusowi jego prawa do triumfu. Przecisnęli się przez tłum, wstąpili na Kapitoli i nakazali trybunom zawieszenie głosowania, żeby mogli przedstawić ludowi swoje opinie. Zgodzono sie na zwłokę i zapanowało milczenie. Marek Serwiliusz 
Puleks, były konsul (202), który zabił 23 wrogów własnoręcznie w boju, wstąpiłl na trybunę i rzekł: Poznaję dzisiaj lepiej niż kiedykolwiek talenty wodzowskie Emiliusza Paulusa, kiedy widzę z jaką armią, zdołał dokonać tak wielkich i sławnych dokonań. I dziwię się, że lud, który się cieszy z triumfów odniesionych nad Illyrami i Ligurami, odmawia sobie widzieć żywego króla Macedonii i w jego osobie chwałę Filipa i Alaksandra, prowadzonego jako jeńca armi rzymskiej. Dziwna niekonsekwencje. Składaliście ofiary bogom na pierwszą wątpliwą pogłoskę o zwycięstwie, jaka pojawiła się w mieście, prosiliście ich by okazała się prawdą, a kiedy wasz wódz przywozi wam wraz z sobą dowód zwycięstwa, pozbawiacie bogów należnych im honorów, a siebie samych usprawiedliwionej radości, jak gdybyście bali się podziwiać wielkość waszych sukcesów i pragnęli oszczędzić nieprzyjaciela. Czy więcej jest warta odmowa z powodu litości nad pokonanym niż waszej niechęci do wodza? Ale, z waszej winy, cwaniactwo pozwala na takie wypaczenie wolności, że ktoś może mówić o wojnach i triumfach, choć nie ma żadnych ran, tryska zdrowiem, a kolor jego cery świadczy o życiu miejskim. I on  mówi w naszej obecności nam, którzy nauczyliśmy się kosztem tylu blizn, osądzać odwagę czy tchórzostwo naszych wodzów. Mówiąc to, odkrył swoją suknięi pokazał na swych piersiach niezliczone ślady otzymanych ran. Później, kiedy się odwrócił odsłonił niechcący trochę z tych części ciała, które nie wypada obnażać publicznie. Zwracając się do Galby, rzekł: Ty śmiejesz się ze stanu tych części ciała, a ja się chwalę nimi przed współobywatelami, to spędzajać dnie i noce na koniu w ich służbie zdobyłem te siniaki. Ale chodźmy, weź głosy żołnierzy, Ja zejdę i bedę obserwował, żeby rozpoznać złych, niewdzięcznych i tych, którzy na wojnie wolą raczej jak im się schlebia a nie dowodzi nimi.
31. Tą interwencją przekonał tak silnie żołnierstwo i tak bardzo zmienił stan umysłów, że wszystkie tribus przyznały jednomyślnie trimf Emiliuszowi Paulusowi. Poniżej porządek marszu, jak to przedstawili świadkowie. W teatrach, zwanych Circus, przeznaczonych do wyścigów zaprzęgów konnych, jak również wokół Forum i w dzielnicach miasta, skąd możnaby dobrze widzieć pochód ustawiono trybuny, na których zajęli miejsca widzowie ubrani w białe suknie. Wszystkie świątynie zostały otwarte, ozdobione festonami, wypełnione zapachem perfum. Liczni liktorzy i woźni odpychali na ich miejsca widzów zbyt wpychających się, kierowali bezładnie biegających i sprawiali, że ulice były oczyszczone i wolne. Pochód trumfalny został podzielony na trzy dni 
(wrzesień 167). Pierwszy ledwie wystarczył na obejrzenie wszystkich zdobytych rzeźb, olbrzymich posągów, obrazów, wiezionych na 250 wozach – widowisko wspaniałe. Nazajutrz przewieziono na licznych wozach najpiękniejszą i najbogatszą broń Macedończyków. Błyszczała ona blaskiem świeżo wypolerowanej miedzi i żelaza. Chociaż ułożono je z mnóstwem starań i artyzmu, robiły wrażenie rzucanych byle jak na stosy: hełmy na tarczach, zbroje na nagolennikach, tarcze z Krety, z Tracji, wypchane kołczany pomieszane z końskimi wędzidłami i uzdami, nagie miecze i długie piki, wystające z wszystkich stron i prezentujące ich niebezpieczne ostrza. Cała ta broń była podtrzymywane przez powrozy sośc luźne, więc ruchy wozów trąc jedne z drugimi, dawały przeszywający i przerażający dźwięk. Po wozach dzwigających broń, maszerowało 3 tysiące ludzi niosących 750 waz z pieniedzmi, z których każda była podtrzymywana przez czterech ludzi. Inni byli obładowani srebrnymi kraterami, pucharami w kształcie rogów, flakonami, kubkami, tworzonymi dla piękna, i wyróżniającymi się i wielkością i urodą rytych zdobień.
32. Trzeciego dnia, od świtu, odezwały się trąby; które wypełniły powietrze dźwiękiem, nie parady czy procesji, ale takim, którym Rzymianie pobudzają swe oddziały do bitwy. Po nich wiedziono 120 tłustych wołów, z rogami złoconymi, ciałami ozdobionymi wstążkami i girlandami. Prowadzili je młodzi chłopcy przepasani, do ofiary, białymi fartuchami, bogato hatowanymi. Za nimi, również młodzi, chłopcy nieśli srebrne i złote wazy. Za nimi widziano tych, których obładowano złotymi pieniędzmi, podzielonymi, podobnie jak srebrne, w wazach, z których każda zawierała 3 talenty 
(1 talent attycki – ok. 36 kg). Było 77 waz. Następnie, ludzie podtrzymujący, święty puchar z czystego złota, o wadze 10 talentów, wysadzany szlachetnymi kamieniami, wykonany na rozkaz Emiliusza Paulusa dla Jowisza Kapitolińskiego. Z kolei wazy nazywane antygonidzkimi, seleudzkimi, theriklejskimi i wszystkie wazy Perseusza, w końcu wóz Perseusza, jego broń i na wierzchu jego diadem. W pewnym odstępie maszerowały jego pojmane dzieci, i wraz z nimi, tłum ich opiekunów, nauczycieli i sług, płacząc, wyciągali ręce do widzów, ucząc te młode dzieci jak prosić i błagać o łaskę. Było dwóch chłopców i dziewczynka, niezdolni z powodu swojego wieku pojąć wielkość nieszczęścia. O tyle bardziej zasługiwali na łaskę, że byli mniej czuli na zmianę ich losu. Nie wiele trzeba byłoby, żeby Perseusz przeszedł niezauważony, tak współczucie skupiało spojrzenia Rzymian na tych biednych dzieciach. Nie było nawet jednej osoby, która powstrzymałaby łzy na ich widok.
33. Sam Perseusz szedł za swoimi dziećmi, ubrany w czarną suknię i buty, typowe dla swojego kraju. Widać było w jego twarzy, że wielkość jego nieszczęść, uczyniła go przerażonym i przypominającym kogoś, kto postradał zmysły. Za nim grupa przyjaciół i krewnych, z twarzami wypełnionymi bólem, z oczami pełnymi łez, skierowanych bez ustanku na Perseusza, sprawiającymi ma widzach wrażenie, że opłakuja tylko zły los Perseusza, a nie zdaja sobie sprawy z własnego nieszczęścia. Perseusz wysłał prośbę do Emiliusza Paulusa, żeby nie brał
udziału w widowisku, i żeby mu uszczędzić poniżeń trimfu. A Emiliusz Paulus, bez wątpienia kpiąc z jego tchórzowstwa i miłości do życia, odpowiedział To o co prosi, było w jego mocy, i jest jeszcze dzisiaj, jeśli chce, dając do zrozumienia, że powinien wybrać śmierć od poniżenia. Ale tchórz nie miał odwagi. Zmiękczony przez, nie wiem jakie, nadzieje, stał się jednym z łupów, zdobytych na nim przez zwycięzcę. W dalszej części tego oddziału wieziono 400 złotych wieńców, nagrody za zwycięstwo, które miasta wysłały Emiliuszowi Paulusowi wraz ze swoimi ambasadorami. W końcu pojawił się triumfator, na zaprzęgu wspaniale ozdobionym, osoba sama z siebie, nawet bez tego wspaniałego pochodu, wystarczająco godna, aby skupiać wszystkie spojrzenia. Ubrany w suknię purpurową, przetykaną złotem. Trzymał w swojej ręce gałązkę oliwną, podobnie jak cała armia, ustawiona kohortami i legionami, która śpiewała na przemian kpiące, satyryczne piosenki w stylu rzymskim i hymny zwycięstwa sławiące czyny Emiliusza Paulusa. Podziwiany i oklaskiwany przez wszystkich, przedmiot zazdrości, Nie, bez wątpienia, żaden dobry człowiek, nie zazdrościł mu. Ale istnieje bez wątpienia, bóg zobowiązany przez przeznaczenie, zabierać zawsze coś wielkim powodzeniom, i tym ktorzy przekraczają miarę. Czyni taką mieszankę w życiu ludzkim, że ono nie będzie dla nikogo całkowicie czyste i pozbawione zła. Tak, że ci są powszechnie uznawani za najszczęśliwszych, jak mówi Homer, którym przypadek rozdaje w równych proporcjach i dobry i zły los.
34. Emiliusz Paulus miał w rzeczywistości czterech synów, z których dwóch, jak powiedziałem wyżej, zostało przeniesionych przez adopcję do innych rodzin, a dwóch innych, zrodzonych z drugiej żony, jeszcze dzieci, zostało przy nim. Starszy z nich zmarł pięć dni przed triumfem Emiliusza Paulusa, w wieku 14 lat, a młodszy, w wieku 12 lat, trzy dni po triumfie. Nie było Rzymianina, który nie czuł się współuczestnikiem tej żałoby. Wszyscy drżeli ze strachu, widząc okrucieństwo Losu, który nie miał wstydu wprowadzić takiego bólu do domu pełnego szczęscia, radości i podziękowań. I mieszać jęki i łzy z pieśniami zwycięstwa i triumfami.
35. Emiliusz Paulus przyjął rzecz z mądrością, pomyślał, że człowiek potrzebuje odwagi i siły ducha, nie tylko wobec broni i włoczni, ale jeszcze bardziej wobec ataków Losu. Tak że uczynił z tych zdarzeń przeciwnych i zmieszanych z sobą, rodzaj równowagi i uzupełnienia, uważając zło zrównoważone przez dobro, i jego straty osobiste przez powodzenie państwa. Również wielkość triumfu nie została pomniejszona, ani waga zwycięstwa osłabiona. W każdym razie, ledwo co pochował starszego, co również powiedziałem, kiedy nadszedł triumf, i po triumfie drugi umarł. Zwołał zgromadzenie ludu i tam, daleki od tego, co mowi człowiek potrzebujący pocieszenia, to on pocieszał obywateli z bólu, który im spowodował swoimi własnymi niepowodzeniami. 
Nigdy nie bałem się niczego co pochodzi od człowieka, ale wśród spraw boskich, to czego najbardziej się obawiałem to nieskończonej niestałości Losu i niewyczerpanej różnorodności jego ciosów. Zwłaszcza w tej wojnie, gdzie sprzyjał on jak pomyślny wiatr, wszystkim moim przedsięwzięciom. W każdej chwili, spodziewałem się zobaczyć, jak odwraca moje powodzenie i wznieca jakąś burzę. Gdyż w jeden dzieć przebyłem Morze Jońskie z Bryndyzjum na Korkyrę, i z Korkyry w pięć dni przybyłem do Delf, gdzie złożyłem ofiary Appolinowi, Pięć dni jeszcze i sięgneliśmy, moja armia i ja, Macedonii i dokonałem tradycyjnej ceremonii oczyszczenia armii. Natychmiast rozpocząłem działania wojskowe i, 15 dni później, zakończyłem wojnę najwspanialszym zwycięstwem. To pasmo szybkich powodzeń spowodowało moją nieufność wobec Losu. Nie obawiając się żadnego niebezpieczeństwa z ich strony wroga, lękałem się niestałości bogini w powrotnej przeprawie , kiedy przyprowadzałem taką armię, tak szczęśliwie zwycięską, łupy olbrzymie i królów wziętych do niewoli. Przybywszy między was, bez żadnego wypadku, i widząc miasto pełne radości , uroczystości i ofiar dziękczynnych, nie mniej obawiałem się Losu, gdyż wiedziałem, zę nie zostawia on żadnego z dobr, którymi zarządza w bezpieczeństwie i poza zacięgiem swej chciwości. Mój umysł, pełen tego bolesnego niepokoju i lękający się tego, co Przyszłość przewidziała dla Rzymu, dopiero wtedy został uwolniony od tych obaw, kiedy zobaczyłem mój dom umierający w tej strlaszliwej katastrofie, gdzie musiałem, nawet pośrodku świętych dni mojego triumfu, pochować własnymi rękami, cios po ciosie, dwóch synów, pełnych tak wielkich nadziei, jedynych jakich zachowałem jako dziedziców mojego nazwiska. Teraz bezpieczny od wielkich niebezpieczeństw, mam absolutną pewność, że wasze powodzenie pozostanie stałe i trwałe. Los jest wystarczająco opłacony za moje sucesy, złem, które wylał na mnie. Zademonstrował na przykładzie triumfatora, jak i jeńca prowadzonego w triumfie, zastanawiający przykład zmienności losów ludzkich, z tym, że zwyciężony Perseusz ma ciągle swoje dzieci, a zwycięzca stracil swoje.
36. Taka była szlachetna i subtelna przemowa Emiliusza Paulusa na zgromadzeniu ludu, inspirowana przez wrodzoną godność i pozbawiona afektacji. Jeśli chodzi o Perseusza, mimo litości jaką spowodowała jego katastrofa i wielkich wysiłków, jakie czynił, żeby mu pomóc, udało mu się jedynie uzyskać jego przeniesienie z lochu, jak mówili Rzymianie do miejsca suchego, gdzie jeniec korzystał z bardziej ludzkiego traktowania. To tam go wieziono i to tam, wg większości historyków, umarł z własnej woli z głodu. Niektórzy przydają jego śmierci okoliczności dziwne i niespotykane. Żołnierze go pilnujący mieli mieć jakieś pretensje do niego i w swym niezadowoleniu, nie mogąć dalej posunąc się w torturach, przeszkadzali mu w zaśnięciu, nie ważne w jaki sposób skrupulatnie dbając, żeby nie zmrużył oka. W końcu umarł ze zmęczenia. Dwa z jego dzieci umarły także. Trzeci, Aleksander, stał się biegły w cyzelerstwie. Nauczył się także pisać i mówic po łacinie i został sekretarzem publicznym, zawód który wypełniał z inteligencja ku zadowoleniu urzędników.
37. Dorzuca się do osiągnięć Emiliusza Paulusa w Macedonii, przysługę, którą oddał masom Rzymian, a która uczyniła go bardzo popularnym. Wpłacił do skarbu takie sumy pieniędzy, że lud nie musiał płacić podatków, aż do czasów Hircjusza i Pansy, konsulów podczas pierwszej wojny Antoniusza i Cezara- Augusta. I to właśnie było w przypadku Emiliusza Paulusa nadzwyczaj rzadko spotykaną cechą , że będąc
szczególnie drogim i miłym ludowi, pozostał ciągle w parti arystokratycznej, nic nie mówiąc i nie czyniąc w celu przypodobania się tłumowi. We wszystkich sprawach państwowych współdziałał zawsze z najważniejszymi i najznaczniejszymi spośród obywateli. To jest istota wyrzutu, który później Appiusz czynił Scypionowi Afrykańskiemu. Byli w tamtym czasie dwoma najwybitniejszymi osobowościami w Rzymie. Obaj ubiegali się o cenzurę. Appiusz był niesiony przez Senat i arystokrację, którą Appiusze zawsze reprezentowali. Scypion, wielki już wówczas sam w sobie, miał duże zaufanie i dużą popularnośc u ludu. Widząc go przybywającego na Forum w otoczeniu ludzi niskiego stanu, nawet dawnych niewolników, ale wszystkich obytych z Forum, zdolnych pobudzić masy i w rywalizacji wyborczej, zdecydować o zwycięstwie dzięki swoim wrzaskom, zaczał krzyczeć Emiliuszu Paulusie! jęcz pod ziemią dowiadując się, że krzykacze Emiliusz i Licyniusz wiodą twojego syna ku cenzurze. Scypion posiadał łaski ludu, gdy z wspierał tę klasę jak najbardziej mógł. Emiliusz Paulus, przeciwnie, choć z partii arystokratycznej, był nie mniej kochany przez plebejuszy, niż ci którzy starali się im schlebiać i przypodobywać. Rzymianie dlatego właśnie przyznali mu, oprócz mnóstwa zaszczytów, cenzurę (164), która jest najbardziej świętym ze wszystkich urzędów i powierzyli olbrzymia władzę, a w szczególności sprawdzanie obywateli. Gdyż cenzorowie maja prawo wykluczyć z senatu tych, którzy wiodą zycie niegodne i wprowadzić tam najbardziej wartościowych z Rzymian. Także mogą skazać na infamię młodych ludzi żyjących rozwiąźle, odbierając im konia. To oni także szacują dobra prywatnych osób i sprawdzaniem prawa do obywatelstwa. Za cenzury Emiliusza Paulusa, liczba zapisanych obywateli to 337452. Mianował pierwszym senatorem Emiliusza Lepidusa, uhonorowanego już czterokrotnie tym tytułem. Zdegradował trzech senatorów, ale nie sposród najznaczniejszych. Okazał się, podobnie jak jego kolega Marcjusz Filip, bardzo pobłażliwy podczas kontroli stanu ekwitów.
38. Niemal wypełnił najważniejsze z zadań cenzorskich, kiedy dosięgnęła go choroba, z początku bardzo niebezpieczna, która póżniej zmniejszyła zagrożenia dla życia, ale pozostała bolesna i przewlekła. Za radą lekarzy udał się do Elei italskiej, gdzie mieszkał długi czas we wsi samotnej i spokojnej, blisko morza. Rzymianie źle znosili jego nieobecność i nie raz, w teatrach skandując jego imię, wyrażali szcere pragnienie jego powrotu. W końcu, zobowiązany uczestniczyć w ofiarach słonecznych, wierząc zresztą, że odzyskał zdrowie, wrócił do rzymu i składał ofiary wraz z innymi kapłanami, otoczony niezmierzonym tłumem, pełnym zadowolenia. Następnego dnia, złożył bogom inną ofiarę, zeby podziękować za swe uzdrowienie, po czym pozostał u siebie i się położył. Nagle, zanim zdołał zauważyć zmiany w swoim zdrowiu, stracił przytomnośc i zaczął majaczyć. Dwa dni później zmarł 
(160). Emiliusz Paulus połączył w swojej osobie wszystkie dobra i wszystkie zalety które ogląda się jako źródła szczęścia człowieka. Jego kondukt pogrzebowy zawierał podniosłość i żarliwość, które uwypuklały cnotę tego wielkiego człowieka poprzez najwymowniejsze świadectwa czci. Jego zasługi nie przejawiały si w złocie, ani kości słoniowej, ani bogactwem ani rozrzutnością lecz przywiazaniem, poważaniem i entuzjazmem, który ogarnął nie tylko obywateli rzymskich, ale i cudzoziemców. Wszyscy znajdujący się w Rzymie Iberowie, Ligurowie i Macedończycy, uczestniczyli w jego pogrzebie. Młodzi i silni nieśli łoże pogrzebowe, starsi podążali za nim, nazywając Emiliusza Paulusa dobroczyńcą i zbawcą ich ojczyzny. Rzeczywiście, nie zadawalając się traktowaniem ich w czasach podboju z łagodnością i humanizmem, nie przestał pomagać im w ciągu całego życia, okazując tyle zainteresowania co przyjaciołom albo krewnym. Mówi się, że cały majątek, który zostawił wart był zaledwie 370 tys. drachm. Dziedziczyło dwóch synów, ale Scypion, bogatszy, bo przez adopcje wszedł do najbogatszego domu, a mianowicie Scypiona Afrykańskiego, zrzekł się sukcesji na rzecz brata. Takie były, według Historii, obyczaje i życie Emiliusza Paulusa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz