Stosunek historyków do III wojny macedońskiej nie uległ zmianie w czasach nowożytnych. Oprócz pracy P. Meloniego Perseo e la fine della monarchia macedone nie ma właściwie żadnej monografii na jej temat. Trudno brać pod uwagę wydaną w 1913 r. pracę P. Heilanda Untersuchungen zur geschichte des Kónigs Perseus von Makedonien (179- 168), czy Dzieje upadku monarchii macedońskiej T. Wałka- Czerneckiego z 1924 r. Olbrzymią zasługą P. Meloniego jest przede wszystkim przedstawienie panujących wśród nowożytnych uczonych różnic poglądów w kwestii interpretacji poszczególnych źródeł i bardziej lub mniej udane próby ich rozstrzygnięcia. Bardzo mało miejsca zajmują w jego pracy ogólne wnioski. Można ich jedynie szukać w niezliczonych podręcznikach historii świata hellenistycznego, Macedonii i Rzymu. Najciekawsze spośród ostatnio wydanych to Rome et la conquete du monde mediterraneen pod redakcją C. Nicoleta, The History of Macedonia N.G.L. Hammonda, Histoire politique du monde hellenistique (323-30 av. J.- C.) E. Willa. Ciągle jednak fundamentalne znaczenie mają poglądy zawarte w wydanych ponad pięćdziesiąt lat temu pracach B. Niesego12, G. De Sanctisa, M. Rostowtzeffa, F. F. W. Walbanka. Odwołując się do ich opinii autorzy podręczników lub poświęconych tej wojnie artykułów (spośród nich należy wymienić Les origines de la 3 guerre de Macedoine A. Giovanniniego, Bella Macedonica L. Raditsy, Initia Belli Macedonici E. Bikermana oraz tekst P. S. Derowa w VIII tomie II wydania Cambridge Ancient History) przedstawiają swoje własne poglądy.
Odrodzenie potęgi macedońskiej
Wśród wielu sporów dotyczących dziejów ekspansji rzymskiej na Bałkanach bardzo długo pierwsze miejsce zajmowała dyskusja wywołana pracą M. Holleuxa Rome, la Grece et les monarchies hellenistiques au III siecle avant J. -C. Jej autor twierdził, że Rzym nie żywił wówczas ambicji imperialnych i wbrew swej woli został zmuszony w celu obrony swego stanu posiadania podjąć wojny illyryjskie, a następnie macedońskie (tzw. defensywny imperializm). Poglądowi M. Holleauxa, a także A. Aymarda, E. Willa, J. L. Ferrary, E. Badiana, M. Cary'ego i H. H. Scullarda oraz wielu innych przeciwstawiali się między innymi Harris, W. Tam, J. Linderski, A. Ziółkowski a także E. Wipszycka i B. Bravo w niedawno wydanym podręczniku Historia starożytnych Greków. Przypomnieli w nim, że jednym z pierwszych oponentów M. Holleauxa był T. Wałek-Czernecki. W Dziejach greckich twierdził, że Rzymianie prawdopodobnie wmieszali by się w sprawy bałkańskie niedługo po założeniu kolonii w Brundizjum - bazy dla operacji Illyrii i Epirze -gdyby nie wybuch we 264 p.n.e. wielkiego konfliktu z Kartaginą. Ale nawet uwikłani w ciężką i przewlekłą wojnę nie pominęli żadnej okazji do interwencji dyplomatycznej na Bałkanach, mogącej ułatwić pozyskanie sojuszników, czy stworzenie na przyszłość pretekstu do interwencji zbrojnej. W 249 p.n.e. zażądali od Etolów wycofania się z miast akarnańskich i chyba tylko klęska pod Drepanum powstrzymała ich od wystąpienia zbrojnego. Zaraz po zakończeniu I wojny punickiej oferowali Ptolemeuszowi III sojusz przeciwko Seleukosowi II, sojusznikowi Macedonii. Usiłowali także wmieszać się w konflikt między Seleukosem a Hieraksem. Wreszcie w 229 p.n.e. pod pretekstem zwalczania piratów podporządkowali sobie część Illyrii (tzw. I wojna illyryjska), a gdy ich wasal zaczął przejawiać zbyt dużą samodzielność wypędzili go, poszerzając przy tym tereny zależne (II wojna illyryjska).
Spór o to czy istniał, czy nie istniał imperializm rzymski jest ważny, ponieważ dzieli historyków na dwie grupy. Optujący za jego istnieniem odrzucają w większości przypadków racje historyków pro rzymskich i uważają Rzym również za sprawcę III wojny macedońskiej. Ich przeciwnicy ufają Liwiuszowi i oskarżają Filipa V i Perseusza. Jednak fakt, że armia macedońska nigdy nie lądowała na półwyspie Apenińskim, natomiast rzymska wielokrotnie na Bałkańskim sugeruje, że rację mają zwolennicy tezy o imperalizmie rzymskim. Należy zresztą powtórzyć za A. Ziółkowskim, że bulwersujące zachodnich uczonych zachodnich twierdzenia W. V. Harrisa o rzymskim imperializmie par excellence w Polsce były truizmem, gdyż już w latach trzydziestych poglądy T. Wałka-Czerneckiego zyskały powszechną aprobatę.
Banałem jest stwierdzenie, że wojna odgrywała dużą rolę w funkcjonowaniu republiki, ale też nasze, ukształtowane przez historiografię starożytną, wyobrażenia na ten temat są wypaczone. A. Ziółkowski badając znaczenie łacińskich słów diripio i direpetum oraz analizując przypadki łupienia miast przez Rzymian, wykazał, że armia rzymska nie była posłusznym i zdyscyplinowanym narzędziem wodzów i Senatu lecz raczej gromadą rabusiów słuchających dowódców pod warunkiem, że ci umożliwią im rabunek. Opinię, że postawa żołnierzy, a zarazem wyborców chętnych do wypraw łupieskich, obok indywidualnych ambicji nobilów popychały republikę do ciągłych podbojów potwierdza obraz dwóch pierwszych wojen macedońskich. Gdy w 215 r. p.n.e. Hannibal i Filip V zawarli antyrzymski sojusz Rzym nie zareagował. Dopiero w 212 p.n.e. wysłał armię, której wódz Marek Waleriusz Lewinus zawarł sojusz z najsilniejszym wówczas państwem greckim- Związkiem Etolskim- na znamiennych warunkach: zdobycz wojenna jaką się da nieść lub pędzić przypadnie Rzymianom, a pola i miasta Etolom. Z źródeł antycznych wynika, że Rzymianie maksymalnie wykorzystali sformułowania traktatu. Natomiast ich wkład w walkę był tak mały, że Etolowie zostali zmuszeni zawrzeć pokój z Macedonią (206 p.n.e.). Dopiero wówczas Rzymianie wysłali silną armię, chcąc pchnąć Etolów do wznowienia działań wojennych. Jak pisze Ranowicz liczyli na to, że Etolowie będą prowadzić wojnę, zdobywać chociażby na krótko miasta greckie i oddawać je na doszczętne ograbienie Rzymianom. Fiasko tych zamiarów zmusiło konsula P. Semproniusza Tutidanusa do zawarcia pokoju (205 p.n.e.). Po uporaniu się z Hannibalem, Senat znów wypowiedział wojnę Filipowi V. Są różne przypuszczenia co do jej przyczyn, ale ponieważ powołano pod broń tylko ochotników można się domyślać że była to nagroda dla zmęczonego wojną punicką wojska. Początkowo przypominała pierwsza wojnę. Dopiero dowodzący od 198 p.n.e. Tytus Kwinkcjusz Flamininus dzięki swoim talentom dyplomatycznym zdołał zgromadzić przy sobie bardzo liczne wojska greckie i zadać klęskę Macedonii, czyniąc Rzym jeśli nie hegemonem, to przynajmniej arbitrem Grecji. Warto tu jednak zwrócić uwagę na finansowe skutki działalności Flamininusa, jawiącego się Grekom w porównaniu z innymi wodzami rzymskimi filhellenem, zawarte w liwiuszowym opisie jego triumfu.
Uogólniając można powiedzieć, że Rzymianie zdołali w toku łupieskich wypraw zadać klęskę najgroźniejszemu przeciwnikowi w świecie greckim. Jednak jego zbytnie osłabienie nie leżało w interesie Rzymu, gdyż jej miejsce zajęliby Etolowie, stając się jedyną potęgą na Bałkanach. Dlatego warunki, które podyktował Flamininus Filipowi, nie były tak surowe jak oczekiwali greccy sprzymierzeńcy Rzymu, nie unicestwiały monarchii Antygonidów. Król macedoński musiał zrezygnować z posiadłości poza Macedonią, oddać Rzymianom wszystkich jeńców i dezerterów, wydać prawie wszystkie okręty wojenne, zapłacić 1000 talentów kontrybucji (500 od razu, 500 ratami w ciągu 10 lat) i wysłać do Rzymu jako zakładnika syna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz