poniedziałek, 3 września 2018

169


Jak tylko przeprawa stała się bezpieczna, w połowie kwietnia Philipus i Figulus udali się do Brundyzjum. Wiedli ze sobą uzupełnienia. Według liwiuszowego przekazu (XLIII 12), zaczerpniętego z tradycji annalistycznej, Senat polecił uzupełnić armię w Grecji o sześć tysięcy piechoty rzymskiej, sześć tysięcy latyńskiej i 250 jeźdźców rzymskich. Pozwolił jednak zwolnić stamtąd taką liczbę żołnierzy, żeby na jeden legion przypadało 6 tys. piechoty i 300 jazdy. Uzupełnienia dla floty miał natomiast przysłać z Sycylii urzędujący tam pretor. Natomiast w świetle relacji (XLIV 1), opartej na Polibiuszu, z konsulem wyruszyło pięć tysięcy żołnierzy. Po dwóch dniach żeglugi wylądowali w Akcjum. Tam wodzowie podzielili się. Konsul udał się do Tessalii, a pretor przez Beocję na Chalkis.

Przekazanie wojsk przez Hostyliusza Liwiusz kwituje komentarzem, że wódz ten nie odznaczył się sukcesami militarnymi, ale zdołał przywrócić nadwątlone morale armii.

Marcjusz rozpoczął działania dużo energiczniej od swych poprzedników. Dziesięć dni po objęciu dowództwa wyruszył z armią spod Starego Farsalos na północ. Chcąc wkroczyć do Macedonii miał do wyboru trzy trasy. Drogę wzdłuż błot Askurydy obsadził Perseusz 12 tys. żołnierzy pod dowództwem Hippiasza. Góry Kambunijskie pilnowane były przez Asklepidotosa i 10 tys. ludzi. Na tyle samo szacują historycy siły broniące biegnącej po zachodnie stronie Olimpu drogi przez Pytoon. Ponadto, pod Dion, skąd najłatwiej można było się dostać w każde z tych miejsc, stanął Perseusz z całą jazdą i 12 tys. piechoty.

Z zachowania się króla można się domyślać, iż spodziewał się uderzenia na najłatwiejszej terenowo trasie, czyli koło błot Askurydy. Tak też postąpił konsul. Po pięciu dniach ciężkiego marszu wojska rzymskie napotkały siły Hippiasza z Beroi. Teren był niesłychanie sprzyjający dla obrońców, zajmujących wyższe pozycje. Ponadto wąskość miejsca pozwalała walczyć z Macedończykami tylko trzem manipułom jednocześnie. Nic dziwnego, że po dwóch dniach walk Rzymianie musieli się wycofać. Znaleźli się z militarnego punktu widzenia w ciężkim położeniu. Odwrót, gdyby wróg atakował z góry, mógł spowodować olbrzymie straty. Ale, co ważniejsze, z politycznego punktu widzenia sprawa rzymska wobec niesforsowania macedońskich linii obronnych wyglądała tragicznie. Ten wzgląd pchnął konsula do niespodzianego, szalenie ryzykownego kroku. Zdecydował się obejść pozycje macedońskie niesłychanie trudnymi przejściami, w których według jego własnych słów można było zniszczyć całe wojsko przy pomocy niewielkiego oddziału ludzi. Ryzyko opłaciło się. W jedenaście dni od wyruszenia z Tessalii wojsko rzymskie znalazło się w Macedonii. Perseusz zareagował wycofując załogi z Dion i z wylotu doliny Tempe. Ewakuował również ludność Dionu. Rzymianie zajęli te miejsca, a wkrótce potem Agassy. To macedońskie miasto poddało się bez walki, w związku z czym konsul potraktował je łaskawie. Wkrótce jednak, mając problemy aprowizacyjne, Rzymianie musieli się wycofać: najpierw pod Dion, a później w okolice Fili. Jednak nie osłabiło to wynowy faktu, jakim było wdarcie się do Macedonii.

Głównym źródłem przy odtwarzaniu powyższych wydarzeń jest XLIV księga dzieła Liwiusza. W powszechnej opinii historyków jej treść (zwłaszcza w rozdziałach dotyczących wkroczenia do Macedonii) jest dokładnie skopiowana z pracy Polibiusza. Megalopolitańczyk towarzyszył wówczas konsulowi jako poseł Związku Achajskiego; był więc bezpośrednim świadkiem wydarzeń. Wobec powyższego trudno wytłumaczyć dlaczego właśnie w opisie tych wydarzeń historyk usiłuje najbardziej zdeprecjonować Perseusza, posuwając się nawet do obelg i przekłamań. Posunięcia króla Macedonii komentuje w następujący sposób: Potem robiąc wrażenie jakby z bezradności tracił głowę...: Ale otępiały nagłym strachem rozum nic z tego nie rozważył..: Konsul widząc, że bardzo dużo pomocy i nadziei ma w głupocie i niedołęstwie nieprzyjaciela...,. Król dowiedziawszy się o sukcesie Marcjusza miał w panice wydać rozkaz wrzucenia do morza zgromadzonych w Pełli skarbów i spalenia znajdujących się w Tessalonice okrętów. Ta barwna anegdota została powtórzona przez większość źródeł i w dużym stopniu przyczyniła się do stworzenia negatywnego obrazu ostatniego króla Macedonii. (Florus dowcipnie pisze, że kazał zatopić pieniądze, aby nie przepadły, a flotę spalić, aby jej nie spalono). Padają również bardziej konkretne zarzuty obciążające go całą winą za dostanie się Rzymian do Macedonii: nieprzysłanie pomocy Hippiaszowi, gdy ten odpierał atak armii rzymskiej koło błot Askurydy oraz wycofanie wojsk strzegących dróg z Tessalii do Macedonii, zwłaszcza oddziału z doliny Tempe. Rzymianie bowiem pozbawieni możliwości komunikowania się przez tę dolinę z Tessalia, musieli by albo wrócić tą samą drogą, albo zaatakować nieprzyjaciela pod Dion. Historycy w zdecydowanej większości uważają postępowanie Perseusza za słuszne. Siły Hippiasza były wystarczające do odparcia Marcjusza. Potwierdziło się to zresztą w praktyce. Natomiast istniało cały czas niebezpieczeństwo ataku floty Figullusa na wybrzeża macedońskie. Dlatego mające w tym okresie miejsce ruchy jazdy macedońskiej między Heraklejonem a Filąbyły ze wszechmiar uzasadnione. Ponadto, pomysł obejścia stanowisk Hippiasza był tak szaleńczy, że niewielu badaczy zarzuca Perseuszowi zaniedbanie tego. Nawet legaci wysłani z Rzymu dla zorientowania się w sytuacji stwierdzili, że wojsko do Macedonii wprowadzono z większym niebezpieczeństwem, przez góry, niż pożytkiem.

Odnośnie drugiego zarzutu zwraca się uwagę, że gdyby Perseusz nie ściągnął oddziałów stanąłby naprzeciw armii konsularnej mając zaledwie 12 tys. piechoty i 4 jazdy. Natomiast pozostawienie obsady wylotu Tempe wobec odcięcia jej od Macedonii było obarczone ryzykiem jej utraty. Poza tym, i tak nie udałoby się odciąć dostaw żywności dla Rzymian. Pozostawała im droga morska lub lądowa, koło Meliboji. Wprawdzie miasto to znajdowało się w rękach macedońskich, ale jego załoga nie byłaby w stanie przeciwstawić się przemarszowi większych oddziałów rzymskich.

W odróżnieniu od swych poprzedników nowy wódz dużą uwagę przywiązywał do współdziałanie wojsk lądowych z flotą. Dlatego w pierwszej naradzie wziął udział Figullus. Flota miała odciągnąć część wojsk macedońskich oraz dostarczyć żywność wojskom lądowym. Po ich sukcesie uderzyła na Tessalonikę, gdzie spustoszono okolicę, ale samego miasta nie zdobyto. Następnie splądrowano tereny wokół Ajnei i udano się pod Antigoneję. Tu przy pustoszeniu pól członkowie załóg zostali napadnięci przez Macedończyków i około 500 z nich zginęło, a tylu samo dostało się do niewoli. Po otrzymaniu pomocy z okrętów częściowo się zrewanżowali zabijając 200 Macedończyków i tyluż biorąc do niewoli. Następnie złupili rejon Pallene koło Kassandrei. Tam spotkali posiłki: 20 okrętów Eumenesa i 5 Prusjasza. Z nowymi siłami odważyli się zaatakować Kassandreję. Załoga tego miasta wykazała się większym doświadczeniem od Rzymian. Kiedy wskutek działań oblegających runęła część murów dowódcy załogi Filip i Pyton uznali, że dzieła tego dokonano na korzyść tego kto pierwszy podejmie atak: sami więc wypadli... i przepędzili Rzymian, którzy dopiero w nieładzie i nieuformowani w szeregi zewsząd się schodzili i zwoływali, żeby wejść do miasta. Zginęło sześćdziesięciu, a pozostali z atakujących, zepchnięci do fosy, zostali ciężko poranieni. Później Rzymianie popłynęli pod Toronę. Ponieważ posiadała silną załogę odpłynęli. To samo wydarzyło się pod Demetrias. Spustoszyli następnie okolice Jolkos i w tym samym celu wrócili pod Demetrias.

W tym czasie ponownie ożywiły się rzymskie wojska lądowe. Konsul wysłał z pięcioma tysiącami ludzi M. Popiliusza pod Meliboję. Ponieważ opanowanie tego miasta było niezbędne do uderzenia na Demetrias, Perseusz wysłał jako odsiecz 2 tys. ludzi pod wodzą Eufranora. Sam widok Macedończyków wystarczył, aby skłonić Popiliusza do odstąpienia od miasta. Eufranor zgodnie z rozkazami króla udał się następnie do Demetrias, gdzie wzmocnieni jego oddziałem mieszkańcy ośmielili się zaatakować pustoszące ich ziemie załogi rzymskich okrętów i zadali im straty. W tej sytuacji Eumenes i Figulłus zaniechali myśli o oblężeniu i rozjechali się. Eumenes po krótkim spotkaniu z konsulem wrócił do Pergamonu; pretor część floty wysłał na Skiatos, a z resztą postanowił przezimować w Oreos, skąd najłatwiej było dostarczać żywność wojskom w Macedonii i Tessalii.

Trwająca trzy lata wojna szkodziła bardzo interesom handlowym Rodyjczyków. Latem, być może w lipcu 169 p.n.e. wysłali oni poselstwo do Senatu w celu uzyskania zgody na zakup zboża na Sycylii. Wobec ówczesnej, trudnej sytuacji Rzymian zostali przyjęci z dużą uprzejmością; uzyskali zgodę na zakup 10 tys. medimów zboża. Ponadto, podobnie jak wysłannicy do Phillipusa i Figullusa starali się wysondować skłonność republiki do zawarcia pokoju. W tej sprawie najotwarciej wypowiedział się konsul. Spytał mianowicie dlaczego Rodyjczycy nie próbują mediacji, skoro sami są najbardziej do tego powołani. Wprawdzie tekst Polibiusza odnosi te słowa do rozpoczynającej się właśnie wojny Antiocha IV z Ptolemeuszem, ale historycy bardziej ufają przekazowi Appiana. Pisze on jednoznacznie: Posłom tym polecił Marcjusz, aby skłonili Rodyjczyków do wysłania posłów do Rzymu celem zakończenia wojny między Rzymianami i Perseuszem. Na wieść o tym Rodyjczycy zmienili zdanie w przekonaniu, że sprawa Perseusza nieźle stoi, nie przypuszczali bowiem, żeby Marcjusz dawał im takie zlecenia bez upoważnienia Senatu rzymskiego. Tymczasem on w tym wypadku i wielu innych działał z gnuśności.

Postępowanie Marcjusza jest bardzo różnie interpretowane. Niektórzy, przypisują Philippusowi skłonności makiaweliczne i dopatrują się potwierdzenia w jego stosunku do Rodos. Wobec braku nowych sukcesów po wkroczeniu do Macedonii, mógł liczyć, że przypadnie mu zaszczyt zawarcia pokoju kończącego ciężką wojnę. Późniejsze zwycięstwo Emiliusza Paulusa stworzyło Rzymianom pretekst, do potępienie starych przyjaciół, którzy zwątpili w trudnych chwilach.

Warto przypomnieć, że równie dwuznacznie zachował się konsul w stosunku do Związku Achajskiego. Misja Oktawiusza odniosła pewien sukces. Mianowicie Achajowie uchwalili powołanie w celu wspomożenia armii rzymskiej pięciu tysięcy żołnierzy. Powiadomili o tym konsula przez Polibiusza. Gdyby konsul potrzebował tych żołnierzy poseł miał natychmiast powiadomić Achajów o miejscu, do którego armia ma przybyć. (Ciekawostką jest to, że przyszły historyk dogonił wojsko konsula gdy wkroczyło ono do Perrajbii i zaczekał z rozmową z konsulem do momentu gdy wyprawa odniosła skutek). Marcjusz zwolnił Achajów od pomocy. Ponadto wskutek jego ustnej prośby Polibiusz przekonał związek do odmówienia pomocy pretorowi.

Wbrew opiniom historyków starożytnych, trzy lata walk wcale nie wykazały wyższości armii rzymskiej. Wręcz przeciwnie- kawalerzyści i lekkozbrojni macedońscy regularnie okazywali się lepsi w starciach ze swoimi vis a vis. Zwłaszcza jeśli bój toczono na większą odległość, rzucając pociskami. Macedończycy nie okazywali się też mniej sprawni w umiejętnościach technicznych - budowaniu umocnień, czy obozów. Lepiej działało również dowództwo macedońskie. Wprawdzie Perseusz, przy swej defensywnej taktyce, nie mógł się wykazać szczególnym geniuszem militarnym, ale zarówno w chwilach sukcesów, jak i niepowodzeń potrafił zachować zimną krew. Umiał nie tylko wykorzystywać błędy przeciwnika, ale i je prowokować. Jego dowódcy przewyższali rzymskich odpowiedników większym doświadczeniem, zdecydowaniem, "przedsiębiorczością i zdolnością przewidywania kroków przeciwnika (Klewas- s. 46, Filip i Pyton- s.53, później Kallippos i Antenor- s.60) Świadomi tego Rzymianie obrali jednym z konsuli na rok 168 p.n.e. L. Emiliusza Paulusa najbardziej doświadczonego z ich wodzów. Przypuszcza się, że Macedonię jako prowincję otrzymał bez losowania. Miało to być skutkiem olbrzymiej determinacji ludu rzymskiego w dążeniu do rozstrzygnięcia wojny. Trzyletni wysiłek zaczął męczyć Rzymian. Opisując wydarzenia 169 p.n.e., Liwiusz wspomina o trudnościach z poborem w Rzymie, a także o porzucaniu armii walczącej przeciw Macedonii przez żołnierzy, powracających chętnie do domów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz