Przypuszcza się także, że Rzym był spiritus movens najazdu Gallów na królestwo Pergamonu w momencie, kiedy wojska pergamońskie nie wróciły jeszcze z Macedonii. Rzymianie próbowali również przeciwstawić Eumenesowi Attalosa. Chcąc go skłonić, aby zażądał części państwa, obiecali mu Ainos i Maroneję. Gdy Attalos nie poprosii Senatu o część królestwa, natychmiast Ainos i Maroneja zostały ogłoszone wolnymi. Kiedy król Pergamonu, świadomy niechęci, chciał wyjaśnić sytuację i osobiście przybył do Italii, Senat pośpiesznie przegłosował uchwałę o nieudzielaniu posłuchań monarchom. W 164 p.n.e. poselstwo rzymskie do Azji Mniejszej otwarcie zachęcało do oskarżania Eumenesa, pragnąc go postawić w takiej sytuacji jak Antiocha III w 196 i Filipa V w 185.
W tym okresie upojenia się zwycięstwem - jak to zdefiniował Ferrary" -Rzymianie, wykorzystując rozgłos i skalę zwycięstwa, eliminowali wszystko to, co kiedykolwiek choćby cieniem padło na ich zamierzenia.
Polityka rzymska w Grecji jest łatwa do zrozumienia. Trudniej zrozumieć, dlaczego wobec oczywistości zamiarów Rzymu państwa greckie nie próbowały szczerzej zaangażować się w sprawę macedońską, ani, co jeszcze bardziej interesujące, dlaczego Perseusz nie próbował aktywnie wesprzeć swoich zwolenników w Grecji. Warto przypomnieć, że w 171 p.n.e. król Macedonii bez słowa sprzeciwu pozwolił Rzymianom zbrojnie pokonać jego sojuszników w Beocji. Wydaje się, że podział Grecji na wiele organizmów państwowych oraz mnogość istniejących wewnątrz każdego z nich konfliktów powodowały, że koszty starań o wsparcie Greków były by większe od ewentualnych korzyści.
Niewiele wśród państw greckich miało wtedy jakieś znaczenie polityczne i militarne. Związek Achajski mógł wprawdzie wystawić wojsko dość liczne, ale niezbyt wojownicze. Związek Etolski natomiast, w stosunku do swej ludności, mógł wystawić silną, złożoną z dobrych żołnierzy armię. Jednak również ona posiadała słabe punkty: wrodzony góralom brak dyscypliny oraz paraliżujące siły Etolii trudności ekonomiczne. Kryzys osłabiał nie tylko Związek Etolski, ale obejmował prawie całą Grecję. Wydaje się, że w wiele większym stopniu o ubezwłasnowolnieniu Grecji decydowały, charakterystyczne dla niej od kilkuset lat, walki o władzę. Dzieło Ksenofonta ukazuje chaos czwartowiecznej Hellady. W pewien sposób zahamowała ten, rozwijający się coraz szybciej, proces hegemonia macedońska. Antygonidzi potrzebowali w Grecji stabilizacji i nie pozwalali na zbyt częste przewroty. Rzym usuwając wpływy macedońskie, nie zdołał ich zastąpić swoimi. O ile bowiem królowie Macedonii pragnęli mieć ze strony greckiej tylko spokój, to rzymscy senatorowie chcieli jeszcze czerpać wymierne zyski finansowe. Z tych powodów nie można mówić o wpływach rzymskich w Grecji, można mówić jedynie o strachu przed rzymską armią. Wykorzystywali to ludzie pokroju Lykiskosa, Kallikratesa, Charopsa w walce o władzę. Dlatego Perseusz nie prosił żadnego z państw o sojusz przeciw Rzymowi. Jedynym, na co mógł liczyć, to życzliwa neutralność i o nią też apelował do Greków. Zawarcie z kimkolwiek sojuszu zmuszałoby go do obrony sprzymierzeńca i rozdrobnienia swych ograniczonych sił. Większymi środkami dysponował Rzym: odpowiadała mu walka na wielu frontach. Rzymianie byliby zadowoleni, gdyby ich działania w Grecji wywabiły Perseusza z jego nadgranicznych fortec. Dlatego śmielej interweniowali w Helladzie.
W okresie wojny zachodziły znaczące przemiany w samym Rzymie. Antioch, odstępując spod Ałeksandrii pokazał, że nadtybrzańska republika stała się władczynią regionu Morza Śródziemnomorskiego. Było wyłącznie sprawą samych Rzymian, czy będą dalej rządzić i dzielić, czy zaczną bezpośrednio eksplatować swe zdobycze. I właśnie rok 167 p.n.e. M. H. Crawford uznał za przełomowy w dziejach imperium rzymskiego w tej kwestii. Rzym uznał wtedy swoje prawa do korzystania z zasobów podbitych narodów. Równocześnie z nałożeniem daniny na Macedonię i Illyrię zrezygnowano z pobierania tributum. Wprawdzie pisarze antyczni wiązali to z olbrzymimi łupami przywiezionymi przez Paulusa, ale chyba ma racje Crawford sądząc, że jednostkowość zdobyczy nie mogła skłonić Rzymian do takiego kroku.
Wojna wywołała również wiele zmian w Rzymie i ujawniła wiele słabości republiki. W trakcie przygotowań do wojny po raz pierwszy trybuni wojskowi nie byli wybierani przez komicja, ale przez konsulów i pretorów..13 Po raz pierwszy także na 171 p.n.e. zostali wybrano konsulami przedstawicieli dwóch rodów plebejskich. Historycy uważają to za dowód dominacji factio Popiliuszów i powiązanych z nimi rodów (m. in Licyniuszów).14 Nieudane usiłowania otrzymania Macedonii jako prowincji, czynione przez konsulów r. 172 p.n.e.,is starania Kasjusza, konsula 171 p.n.e. o odsunięcie Licyniusza od dowództwa w Macedonii,16 a także jego późniejsza próba dostania się na front macedoński drogą lądową, dowodzą, że monarchia Antygonidow była postrzegana przez rzymskie koła kierownicze jako łakomy, łatwy do zdobycia kąsek. W miarę upływu czasu, zaczęło się wkradać w ich szeregi coraz większe zaniepokojenie. O ile sztab Hostyliusza składał, podobnie jak Licyniusza, składał się z osób nieobytych z wojną - jedynie Appiusz Klaudiusz Cento otrzymał ovałio po walkach przeciw Celtyberom w latach 175- 174 p.n.e. - to w roku 169 p.n.e. zarówno konsulami, jak i oficerami Marcjusza zostały osoby szczególnie doświadczone. Był to jednym ze skutków uchwały na mocy której trybuni wojskowi mieli być ponownie wybierani przez lud, a nie przez konsulów. Ponadto, pod koniec 170 p.n.e., w związku z wojną macedońską, wszyscy senatorowie zostali wezwani w okolice Rzymu i nie mogli oddalać się dalej niż milę. Zaniechano również obowiązującego od wojny z Antiochem zwyczaju, że dowódcy floty i wojsk lądowych działają niezależnie od siebie. Nie ulega wątpliwości, że Perseusz zmusił republikę do maksymalnego wysiłku.
Warto zwrócić uwagę na dzieje późniejszych wojen Rzymu. Olbrzymie kłopoty w walkach w Hiszpanii. Trzyletnie oblężenie bezbronnej Kartaginy. Problemy z rewoltami Andriskosa, Arystonikosa, czy I powstaniem sycylijskim. Wreszcie przewlekle walki z Jugurtą i klęski z Cymbrami i Teutonami. Do czasu reform Mariusza Rzym nie rostrzygnął żadnej wojny w chlubny sposób.
Wydaje się, że historykom zbyt tkwią w pamięci słowa Polibiusza o przewyższających 700 tys. żołnierzy możliwościach mobilizacyjnych Rzymu w połowie III w.p.n.e.,1 a ulegają zapomnieniu zmiany jakie zaszły w ciągu 100 lat. Według T. Łoposzki w walce z Hannibalem padło po stronie rzymskiej ponad 150 tys. ludzi. Jeszcze większe skutki dla możliwości rekrutacyjnych armii rzymskiej miał zapoczątkowany w okresie II wojny punickiej upadek drobnego rolnictwa italskiego.19 Armia rzymska stawała się nie tylko słabsza liczebnie. Można rzeczywiście mówić o upadku starodawnych cnót rzymskich. Wymowne jest porównanie postawy żołnierzy pokonanych pod Karinami i zesłanych na Sycylię oraz centurionów powołanych na wojnę z Perseuszem." W 167 p.n.e. lud rzymski bez wahania przyznał prawo do triumfu Anicjuszowi i Oktawiuszowi. Niewiele jednak brakło, aby za sprawą niezadowolonych z surowego traktowania żołnierzy został pozbawiony triumfu Lucjusz Emiliusz Paulus.
W tym kontekście nieprzekonywujące wydają się twierdzenie wielu historyków o bezsensowności postępowania Perseusza, ryzykującego konflikt z tak wielką potęgą i odrzucającego jedyną słuszną drogę - drogę szczerej współpracy z Rzymem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz